Logo tylkoskoki

ZagorSopot

W 2002 roku podczas pierwszego dnia finału Pucharu Świata wszyscy mówili o jednej parze, która zadziwiła wszystkich. Polak, Jacek Zagor, dosiadając Elfa, wygrał konkurs szybkości będący pierwszym półfinałem.️ Żadnemu z naszych nie udało się jeszcze powtórzyć takiego sukcesu. Trzykrotny złoty medalista mistrzostw Polski seniorów, uczestnik wielu najważniejszych jeździeckich imprez. O tym czym się teraz zajmuje, co jest dla niego ważne w pracy z końmi, jakie ma marzenia i ambicje, a także o rodzinnej firmie ZAGORKA, rozmawiamy z Jackiem Zagorem.

Wiele podróżował, mieszkał w Poznaniu i w Warszawie, jednak ostatecznie zdecydował się na powrót do korzeni. Obecnie mieszka w Kwidzynie, a z końmi stacjonuje na Terenach Rekreacyjno-Wypoczynkowych Miłosna. Właśnie tam, jego ojciec Józef Zagor, olimpijczyk z Moskwy w konkurencji ujeżdżenia, przez wiele lat był dyrektorem Państwowego Stada Ogierów, a Jacek zaczynał swoją przygodę z jeździectwem. Jak mówi, jest to bardzo dobre miejsce do treningu koni, oferujące wysoki standard. - Obok domu mamy swoją małą stajnię na cztery konie. Chcielibyśmy w przyszłości ją rozbudować, by mieć własny ośrodek.

Jak wielu zawodników, dzieli on swój czas na trenowanie koni i trenowanie ludzi. Kiedy nie ma sezonu lub właśnie sprzedał konia na wysokie konkursy, to skupia się na nauce zawodników. Często też organizuje całodniowe kliniki treningowe, na które każdy może się zapisać. Mówi, że lubi uczyć innych, jednak satysfakcję czuje tylko wtedy, kiedy ma do czynienia z osobami, które wiedzą czego chcą. Jak tylko rozpoczyna się sezon zawodów, to wtedy cała uwaga skierowana jest na pracę z końmi. - W tym sporcie ważne jest to, by być elastycznym i potrafić dopasować się do sytuacji. Oczywiście, chciałbym jeździć na większe zawody, więcej podróżować. Kiedy miałem do dyspozycji kilka koni na wysokie konkursy, sytuacja wyglądała inaczej. Teraz, gdy pojawia się w stawce koń z potencjałem, z reguły w kluczowym momencie jego rozwoju zostaje sprzedany. Wszystko skłania się do tego, że trzeba bardziej skupić się na zarabianiu pieniędzy, żeby móc się utrzymać. Nie przeszkadza mi to. Miałem już swoje pięć minut.

W zeszłym roku Jacek sprzedał dwa starsze konie: Vigora i Halifaxa van de Heffinck. Teraz, do dyspozycji ma takie, które wchodzą na poziom Grand Prix, a także wiele młodych, obiecujących wierzchowców i tych trudnych, które powierzono mu w trening. W tym sezonie potencjał może pokazać 10-letni Nirvaro, z którym Jacek startować będzie w konkursach średniej rundy na zawodach międzynarodowych i dużej na ZO.

NevadosZagor

- Moje układy z właścicielami koni nie są czysto handlowe. Cieszy mnie to, że są oni przywiązani do swoich zwierząt i nie myślą tylko o sprzedaży. Jednak to nieunikniona kolej rzeczy. Prędzej czy później dobry koń musi pójść dalej chociażby po to, by mógł kontynuować swoją karierę w lepszych rękach - podkreśla Jacek. Najlepszym tego przykładem jest znany polskim kibicom Nevados S, który wygrał Mistrzostwa Świata Młodych Koni w Lanaken. To właśnie Jacek Zagor pracował z nim od początku przez pierwsze dwa lata, zanim trafił do belgijskiego zawodnika, Gregory’ego Watheleta. - Praca z młodymi, utalentowanymi końmi daje mi ogromną satysfakcję. Chciałbym, żeby świeże konie trafiały pod moją rękę, bo wtedy mogę na nie najbardziej wpłynąć.

Jaka jest filozofia pracy z końmi Jacka Zagora? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. - Jest tyle typów koni, że nie da się do tej pracy podchodzić szablonowo. Trzeba dobierać metodę do danego konia, a nie na odwrót. Dobrym przykładem złożoności tego sportu był koń Elf. Bardzo inteligentny i chętny do współpracy. Szybko się uczył, ale nie tylko tych dobrych rzeczy, ale i złych. Często, kiedy eliminowało się jedno, wychodziło coś innego. Praca z nim to było ciągłe szukanie odpowiedzi na jego zachowania. Cały czas coś się działo. Jak wyjeżdżałem z nim na parkur, to nigdy nie wiedziałem czy wygram konkurs, czy zjadę z kilkoma zrzutkami. I to w nim lubiłem najbardziej – podkreśla Jacek. To właśnie Elf przyczynił się do zdobycia dwukrotnego złotego medalu mistrzostw Polski, razem uczestniczyli w mistrzostwach Europy, a także w Pucharze Świata. – To były moje najlepsze czasy, a Elf był fantastycznym koniem. Jednocześnie był bardzo trudny, ale dzięki temu ciężko było go sprzedać. Z jego pomocą mogłem jak równy z równym rywalizować na największych zawodach. Udało nam się wygrać pierwszy półfinał Pucharu Świata w Lipsku. Nie byliśmy na takim poziomie, by zwyciężyć w całym finale, jednak był to z pewnością miły, polski akcent. Wygrana człowieka zza żelaznej kurtyny na niemieckim terenie była dla wszystkich zaskoczeniem.

Wtedy też Jacek startował w rozgrywkach Riders Tour. To pierwszy międzynarodowy cykl stworzony przez Paula Schockemohle, w których zawodnicy rywalizowali indywidualnie i w drużynach. - Miałem wtedy możliwość jeździć po największych turniejach na świecie i patrzeć, jak to wygląda na zachodzie. Sam wyjazd za granicę był kiedyś nie lada osiągnięciem.

Jak sam przyznaje, już w początkowym okresie swojej kariery miał bardzo dobre warunki do tego, żeby brać udział w dużych zawodach na bardzo dobrych koniach. - Miałem to szczęście, że mój tata był dyrektorem Stada Ogierów, dzięki czemu droga do sportu była dla mnie otwarta. Nie tylko dla Jacka, bowiem przez wiele lat Kwidzyn był istną kuźnią talentów, z której wyszło wielu znakomitych skoczków jak: Wiesław Hartman i jego synowie, Mieczysław Zagor, Łukasz Jończyk, Tomasz Klein czy Zbigniew Kościeński.

Od tego czasu jednak jeździectwo się zmieniło. Jak wspomina Jacek, wtedy ludzie nie mieli pieniędzy, nie było wielu prywatnych koni ani też sponsorów. Dzisiaj wygląda to inaczej. Jest dużo zawodników i dużo koni. Jeżdżą Ci, którzy mają pieniądze. - Dzięki temu ja mam pracę, ponieważ żyję właśnie z tego, że trenuję konie należące do innych osób. Nie muszę być zależny, tak jak wtedy od państwa, ani od jednego sponsora.

ZagorCiekocinko

Jacek Zagor wychował się w jeździeckiej rodzinie. Oprócz wspomnianego już ojca, również jego starszy brat Mieczysław osiągał wiele sukcesów zarówno w skokach przez przeszkody, jak i w ujeżdżeniu. To właśnie brat od dziecka szkolił Jacka w kierunku sportowym. Jak wspomina, uczyli się na swoich własnych błędach. Już jako junior, zdobywając mistrzostwa Polski, traktował jeździectwo na poważnie. Nigdy nie miał momentu, w którym zwątpiłby w to, że to właśnie będzie jego przyszłość. - Jako nastolatek wiedziałem, że będę się tym zajmować profesjonalnie dlatego, że po prostu bardzo lubię to robić. Mam wiele cierpliwości do koni. Myślę, że nawet więcej niż do ludzi - przyznaje ze śmiechem. - Moim głównym zadaniem jest pomóc koniom w zrozumieniu człowieka.

Wiele już osiągnął jako jeździec, ale czy nadal ma ambicje by powrócić do wysokiego sportu i jeszcze raz stanąć do rywalizacji na największych międzynarodowych arenach? - Idę w tym kierunku z uporem maniaka, aczkolwiek barierą są finanse. Wybrałem niezależność, co jest jednoznaczne z tym, że nie mam dostępu do koni za duże pieniądze, a jeśli już takie się trafią, to trzeba je sprzedać. Muszę mieć też odrobinę szczęścia, by znaleźć takiego wierzchowca jak Elf czy Luron i wtedy ponownie podejmę rywalizację z najlepszymi.

ZagorWarszawa

Jacek jest twarzą firmy ZAGORKA Jump Show Jackets, którą stworzyła Monika Święcicka, partnerka Jacka. Razem z dwuletnią córką Zoją Zagor mieszkają w Kwidzynie. Dwa lata temu chciała wykonać Jackowi spersonalizowany i oryginalny frak w konkretnych kolorach. Szukała firmy w Polsce, która mogłaby coś takiego zrobić, jednak nikogo nie znalazła. - Postanowiłam nie rezygnować i sama znalazłam odpowiedni materiał, a także krawcową, która to wykonała. Stwierdziłam, że skoro ja czegoś takiego potrzebowałam, to może i inni jeźdźcy by chcieli takie unikatowe fraki - mówi Monika i podkreśla, że sama bardzo lubi rzeczy nietuzinkowe, których nie można znaleźć wszędzie, na każdej półce. Fraki szyte są indywidualnie na wymiar klienta, a w ciągu miesiąca powstaje kilkanaście nowych sztuk, wszystkie dokładnie takie, jak wymarzą sobie klienci. Swoją ofertę uzupełnia również o spersonalizowany sprzęt jeździecki (czapraki, derki, nauszniki, itp.) który wykonuje przy współpracy z inną polską firmą. - Taka kompletna oferta skierowana była dla klientów indywidualnych, którzy do fraka chcieli mieć pasujący sprzęt. Szybko okazało się, że zaspokoją to też potrzeby klubów, które coraz częściej chcą być rozpoznawane poprzez swój strój na hipodromach. W ostatnim czasie nawiązaliśmy współpracę z kilkoma klubami m.in. KJK Romico, Stajnią Leśna Podkowa Damaszka czy Akademią Kucania, a najświeższym odbiorcą były zawodniczki z Agro-Handlu, znanego ze swoich zielonych fraków. Okazało się, że duże marki takie jak Animo czy Equiline nie oferują już tego koloru w sprzedaży detalicznej lub czas oczekiwania na konkretny kolor jest bardzo długi. Bez zielonych fraków nie mogły one startować w barwach klubu.

23244588 685299351663551 426117919213158915 n

Monika postanowiła nie wracać już do pracy w jednej z warszawskich korporacji. Teraz spełniło się jej marzenie posiadania własnej działalności, która sprawia jej ogromną radość. Dodatkowo, w przyszłym roku startuje z kolejną firmą, też pod marką Zagorka. Tym razem w stałej ofercie sklepu będą dostępne produkty dla koni: czapraki, nauszniki, derki w oryginalnych zestawach i kolekcjach, a także odzież treningowa dla zawodników, jak kamizelki, bluzy czy spodnie dresowe. Oprócz ZAGORKA Jump Show Jackets, działa też strona ZAGORKA Jumping Horses For Sale, która w swojej ofercie zawiera konie sportowe trenowane przez Jacka oraz od niedawna kuce. Co ciekawe, to właśnie Monika wprowadziła do rodzinnego biznesu sprzedaż kuców, które sama selekcjonuje i trenuje. - Odnalazłam się w tej pracy i sprawia mi ona przyjemność. Kupujemy fajne sportowe kuce, które będą nadawały się dla dzieci. Jako matka, najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo.

Pierwsze kucyki sygnowane nazwą ZAGORKA: Milagross Zagorka, Bibi Zagorka i Vivi Zagorka już można oglądać na parkurach. - Chcę, żeby nazwa ZAGORKA stanowiła o naszej jakości, niezależnie od gałęzi biznesu, jaką prowadzimy - podsumowuje Monika.


W tym tygodniu

  • CSI2* Kronenberg NED
    18-21.10.18
           
  • CSI2* Michałowice POL
    18-21.10.18
           
  • CSI5* Tryon USA
    16-21.10.18
           
  • CSI5*-W Helsinki FIN
    17-21.10.18
           
  • CSI3* Vilamoura POR
    15-21.10.18
           
  • HZO1* Salio POL
    19-21.10.18
           
  • CSI3* Herning DEN
    17-21.10.18
           

Ranking PZJ (30.09.2018)

1. Jarosław Skrzyczyński 4308
2. Wojciech Wojcianiec 2922
3. Krzysztof Ludwiczak 2739
4. Michał Kaźmierczak 2105
5. Maksymilian Wechta 1649
6. Adam Grzegorzewski 1575
7. Jan Bobik 1563
8. Kamil Grzelczyk 1433
9. Andrzej Opłatek 1199
10. Cassndra Orschel 915
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI

 61 Jarosław Skrzyczyński 1645
142 Wojciech Wojcianiec 1110
162 Krzysztof Ludwiczak 1015
  Stan na 30.09.2018  
Nie masz jeszcze konta? Zarejstruj się!

Zaloguj się