
12 etap Ligi Europy Zachodniej Pucharu Świata w Amsterdamie wygrał reprezentant gospodarzy - Marc Houtzager.
Dla Houtzagera było to swoiste déjà vu, gdyż pięć lat temu on i „wiecznie młoda” Dante zwyciężyli w tej samej klasie. Będąc obrazem zdrowia i kondycji, mała klacz walczyła na parkurze Quintina Maertensa z entuzjazmem konia o połowę młodszego i zachwyciła kibiców amsterdamskiej areny.
Tor Maertensa w pierwszej rundzie nie był największym, jaki zawodnicy napotkali w tym sezonie rozgrywek, ale jego użycie strategicznie rozmieszczonych okserów i linii okazało się genialnym elementem budowy toru, tworząc prowokujący do myślenia parkur, który tylko sześciu z 40 zawodników pokonało bezbłędnie. Oksery okazały się najbardziej wpływowymi przeszkodami w pierwszej rundzie, a przeszkoda numer siedem - Liverpool o wysokości 1,53 m i szerokości 1,65 m, „zebrał żniwo” aż zrzutek. Dziewiątka - okser o wysokości 1,53 m i szerokości 1,60 m, w podobnej odległości od kombinacji, spadł aż 12 razy.
W rozgrywce Holandia miała duże szanse na zwycięstwo - reprezentowało ją czterech z sześciu zawodników. Na początek Michael Greeve zaprezentował szybki przejazd na stosunkowo niedoświadczonym 10-letnim wałachu Denver. Ciasne podejście do stacjonaty numer 10 poskutkowało jednak zrzutką. Zmuszony do podjęcia ryzyka ze względu na kaliber par jadących za nim, Leopold van Asten ruszył do boju mocnym galopem i po świetnym początku zaliczył w końcówce rozgrywki dwa błędy.
Podbudowany atmosferą, rozpromieniony Jur Vrieling ostrzegał już publiczność w wywiadzie po pierwszej rundzie, że jego taktyka na rozgrywkę to „wszystko albo nic!”. Na mniej doświadczonym koniu Hellwell du Chabus zaliczył pierwsze „double clear, ale jego przewaga trwała krótko, gdyż następny na arenę wjechał Houtzager. Podczas gdy oksery okazały się nemezis zawodników w parkurze podstawowym, to w finałowym barażu wysokie i delikatne stacjonaty 8b i 10 okazały się trudne do pokonania bezbłędnie. Houtzager wykorzystał zwinność i zgrabność drobnej klaczy na swoją korzyść, aby pokonać skrócony tor w 38,30 sekundy i objąć prowadzenie.
Będący w formie Denis Lynch i Vistogrand po raz kolejny pokazali klasę, pokonując ciasne zakręty w świetnym czasie 38,99 sekundy. Kühner ruszył z impetem, wyglądając na takiego, który mógłby zepsuć holenderską imprezę, ale drąg na stacjonacie numer 10 po raz kolejny uderzył w ziemię po ciasnym podejściu i kosztował go zwycięstwo. Jego czas 37,58 sekundy był najszybszy tego dnia, ale cztery punkty karne sprawiły, że oddał wygraną zachwyconemu Marcowi Houtzagerowi i musiał zadowolić się ostatecznie miejscem czwartym.
To było pełne emocji zwycięstwo dla Marca i jego zespołu, ponieważ ich taktyka, by oszczędzić klacz, zabierając ją na parę mniejszych imprez przed przyjazdem do Amsterdamu, naprawdę się opłaciła.
„Jestem dziś szczęśliwy! To niewiarygodne, minęło pięć lat odkąd tutaj wygrałem. Pięć lat to kawał czasu! Nie spodziewałem się tego, miałem dodatkową foulee z 2 do 3 w rozgrywce i jeden dodatkowy do kombinacji, więc nie sądziłem, że będę wystarczająco szybki.” – mówił zwycięzca – „na szczęście Denis był po mojej stronie, więc dziękuję, Denis!”.
Był pełen uznania dla swojej wiernej partnerki. „Dante ma teraz 17 lat, ale jest w świetnej formie. To wojowniczka, cała zasługa leży po stronie mojej klaczy. Dziękuję, Dante!” - zakończył.

Lynch był bardzo zadowolony z konia Vistogrand, a zwłaszcza z konsekwencji, jaką wykazuje na tym poziomie. „Jestem nim zachwycony. Naprawdę tworzymy zgraną parę, a on jest teraz niezawodnym koniem. To wspaniałe zwycięstwo dla Marka - dodał - uczciwie mu się należy, przed własną publicznością. Spróbujemy ponownie w Bordeaux i zobaczymy, na czym stoimy”.
Wyniki TUTAJ.
Klasyfikacja LEZ PŚ TUTAJ.
Źródło: inside.fei.org
Fot. FEI