
W dniach od 12 do 15 marca 2026 roku zawody The Dutch Masters, odbywające się w Brabanthallen w ’s-Hertogenbosch, ponownie staną się centralnym punktem halowego sezonu skoków przez przeszkody. Jako pierwsze w roku zawody z cyklu Rolex Grand Slam of Show Jumping, The Dutch Masters dołączają do CHIO Aachen, turnieju CSIO Spruce Meadows 'Masters' oraz CHI Geneva jako jeden z czterech najważniejszych turniejów tej dyscypliny. W wywiadzie o swoich doświadczeniach z Dutch Masters opowiada Willem Greve.
Przez cztery dni rywalizacji zobaczymy elitę międzynarodowych zawodników, w tym trzech najwyżej sklasyfikowanych jeźdźców świata – Scotta Brasha, Kenta Farringtona i Bena Mahera – a także aktualnego mistrza Europy Richarda Vogela. Zawody rozpoczną się w czwartek, prowadząc do wieczornego konkursu HeadFirst Group Prize – Best of Champions, który powraca po udanym debiucie w 2025 roku. W tym wyjątkowym konkursie indywidualny mistrz świata (Henrik von Eckermann), indywidualny mistrz Europy (Richard Vogel), zwycięzca finału Pucharu Świata (Julien Epaillard) oraz mistrz Holandii (Willem Greve) zamienią się końmi w emocjonującym sprawdzianie jeździectwa i umiejętności. W piątek i sobotę program obejmuje kolejne konkursy skoków przez przeszkody rangi 5*, w tym VDL Groep Prize oraz Audi Prize, które stanowią ważne kwalifikacje do niedzielnego Rolex Grand Prix.
Poza arenami sportowymi The Dutch Masters oferuje również rozbudowaną strefę lifestyle’ową. Na terenie obiektu obecnych będzie wielu sprzedawców sprzętu jeździeckiego i luksusowych marek, a także szeroka oferta gastronomiczna i hospitality przygotowana dla widzów w każdym wieku.
Zgodnie z tradycją łączenia doskonałości z rozwojem, edycja 2026 odzwierciedla dalsze dążenie do innowacji. We współpracy z Equestic The Dutch Masters zorganizuje inauguracyjne forum The Future of Coaching. Wydarzenie, otwarte dla profesjonalnych trenerów, szkoleniowców i mediów, będzie poświęcone temu, w jaki sposób sztuczna inteligencja i technologie łączą się z tradycyjnym jeździectwem, przygotowaniem sportowym i dobrostanem koni, zachęcając do świadomej dyskusji o przyszłości tej dyscypliny.
Ważnym elementem rozwoju wydarzenia pozostaje także dostępność. W ramach działań mających na celu umożliwienie szerszemu gronu odbiorców śledzenia zawodów, aplikacja wspierana przez Rabobank pozwoli kibicom z niepełnosprawnością wzroku śledzić niedzielne Rolex Grand Prix dzięki specjalnej transmisji audio na żywo, oferując nowy sposób przeżywania sportu w czasie rzeczywistym.
Tegoroczna edycja The Dutch Masters zakończy się w niedzielne popołudnie najważniejszym konkursem zawodów – Rolex Grand Prix. Uwaga skieruje się na wicelidera światowego rankingu, Rolex Testimonee i aktualnego pretendenta do tytułu zdobywcy Rolex Grand Slam Kenta Farringtona, który będzie starał się podtrzymać zwycięską passę rozpoczętą podczas CHI Geneva w grudniu i wykonać kolejny krok w kierunku zdobycia najważniejszego trofeum w tym sporcie – Rolex Grand Slam. Tymczasem broniący tytułu Simon Delestre powróci do ’s-Hertogenbosch z zamiarem zdobycia drugiego triumfu w zawodach z cyklu Rolex Grand Slam Major, co jeszcze bardziej umocniłoby jego pozycję wśród elity tego sportu. Lokalna publiczność będzie jednak liczyć, że to holenderski zawodnik stanie na wysokości zadania i odniesie historyczne zwycięstwo na własnej ziemi.
Wywiad z Willemem Greve

Kiedy wracasz myślami do zwycięstwa w Rolex Grand Prix podczas The Dutch Masters w 2024 roku, jaka jest pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy?
WG: To było dla mnie spełnienie marzeń. To był prawdziwy thriller – jechałem jako ostatni w rozgrywce i pokonałem Henrika [von Eckermanna] i King Edwarda o zaledwie cztery setne sekundy. Gdy przekroczyłem linię mety, spojrzałem na tablicę wyników i zobaczyłem zapalające się na zielono litery i liczby. Wtedy zrozumiałem, że byłem wystarczająco szybki. Wiedziałem, że jadę jako ostatni, więc w tamtym momencie dotarło do mnie, że wygrałem. To było niewiarygodne uczucie, a ja po prostu próbowałem przetworzyć to, co się właśnie wydarzyło.
Co to zwycięstwo znaczyło dla Ciebie osobiście – wygrana w tak prestiżowym konkursie na własnej ziemi? Gdzie plasuje się to zwycięstwo w Twojej dotychczasowej karierze?
WG: Wszyscy mamy takie ambicje. Wygranie Grand Prix jest niesamowite, ale zwycięstwo w zawodach rangi Rolex Grand Slam Major przed własną publicznością, we własnym kraju – to coś, o czym marzy każdy jeździec. Czy to Steve [Guerdat] albo Martin [Fuchs] wygrywający w Genewie, czy niemiecki zawodnik zwyciężający w Akwizgranie – jeśli możesz coś takiego osiągnąć, to jest to naprawdę wyjątkowe i powód do wielkiej dumy.
Mam nadzieję, że my jako zawodnicy jesteśmy inspiracją dla młodych ludzi wchodzących do tego sportu. Uważam, że dziś bardzo ważne jest, aby pomagać młodym jeźdźcom zafascynować się skokami przez przeszkody, żeby mogli marzyć o osiągnięciu sukcesu w tym sporcie. Dorastałem w czasach, gdy Jos Lansink był na szczycie sportu razem z Johnem i Michaelem Whitakerami – to byli moi idole i nadal nimi są, ale sport się rozwinął i dziś mamy wielu innych świetnych jeźdźców.
Jak pozytywny wpływ na sport miał cykl Rolex Grand Slam of Show Jumping?
WG: Dla mnie był niezwykle pozytywny. Ostatecznie pozwolił czterem imprezom podnieść swoje standardy. To, co naprawdę cenię w Rolex Grand Slam, to fakt, że stawia na jakość, a nie ilość – nie ma tu nadmiaru wydarzeń. Cztery zawody rangi Major to ikoniczne konkursy, wokół których wszyscy budują swój sezon. To właśnie sprawia, że są tak wyjątkowe – każdy z nich jest ważny i prestiżowy.
Opowiedz nam o Grandorado TN N.O.P. i Pretty Woman Van't Paradijs N.O.P. – jak porównałbyś te dwa konie pod względem charakteru, mocnych stron i tego, co wydobywają z Ciebie jako jeźdźca?
WG: Mam Grandorado pod siodłem już od 11 lat. Dostałem go jako czterolatka, więc zbudowaliśmy długą relację i znamy się na wylot. Jest jak mały chłopiec w dużym ciele – choć zdecydowanie dojrzewa psychicznie wraz z wiekiem. Zawsze był bardzo delikatnym koniem i trzeba nim bardzo uważnie zarządzać. Pretty Woman to bardzo wyjątkowa dama, ze złotym sercem i niesamowitą ambicją. Jest temperamentna, to prawdziwa wojowniczka. Jak na swój wiek, nie ma aż tak dużego doświadczenia – gdy miała sześć lat, chciałem pobrać od niej zarodek, ale to się nie udało i sama donosiła źrebię oraz urodziła je jako siedmiolatka. Dlatego mimo że ma teraz 11 lat, brakuje jej roku doświadczenia na największych zawodach. Mimo to cały czas zdobywa nowe doświadczenia i muszę powiedzieć, że im jest starsza, tym lepsza się staje. To naprawdę wyjątkowa klacz – i ona doskonale o tym wie!
Co sprawia, że The Dutch Masters to dla Ciebie tak wyjątkowe zawody – publiczność, atmosfera, historia?
WG: Wszystko – historia, organizacja, miejsce – to po prostu bardzo, bardzo wyjątkowe zawody. Zawsze były bogate w tradycję. Pamiętam, jak odwiedzałem je jako małe dziecko, gdy Jos Lansink wygrał finał Pucharu Świata w 1994 roku. I oczywiście pamiętam, kiedy Indoor Brabant dołączył do Rolex Grand Slam w 2018 roku. To już wcześniej było wydarzenie najwyższej klasy, ale ten moment wyniósł je na jeszcze wyższy poziom. To jeden z najważniejszych punktów halowego sezonu dla zawodników, a szczególnie dla Holendrów. Panuje tam wspaniała atmosfera – ciepła, przytulna i bardzo gościnna – i naprawdę są to fantastyczne zawody. To uczucie podzielają wszyscy zaangażowani: jeźdźcy, luzacy i konie. To wydarzenie cieszy się ogromnym uznaniem i jest świetnie zorganizowane.
Patrząc w przyszłość – jakie są Twoje najważniejsze cele na resztę tego roku? Czy jest coś konkretnego, do czego się przygotowujesz?
WG: Najpierw The Dutch Masters, potem finał Pucharu Świata w Fort Worth w Teksasie. Następnie w maju CHIO Aachen, a później mistrzostwa świata w Akwizgranie. Dla większości zawodników te wydarzenia będą najważniejszymi punktami sezonu i głównym celem w kalendarzu.
Kiedy nie jesteś na zawodach, jak lubisz odpoczywać i się resetować? Co pomaga Ci naładować baterie?
WG: Lubię być w domu i pracować z końmi, szczególnie z młodymi, spędzać czas z przyjaciółmi, chodzić na kolacje, widywać się z rodziną i spędzać czas z moją dziewczyną. Muszę przyznać, że więcej wolnego czasu mam na zawodach niż w domu! Po prostu naprawdę cieszę się teraz życiem – wszystko układa się bardzo dobrze.
Zbudowałeś wokół siebie silny zespół – jak wygląda to wsparcie i jak ważne jest dla Twojego sukcesu? Opowiedz trochę o swoim świetnym luzaku, Richardzie...
WG: To niezwykle ważne, żeby każdy w twoim zespole – luzak, manager stajni, jeździec pracujący w domu, kowal i weterynarz – rozumiał, jak istotna jest jego rola. Wiele osób wokół mnie pracuje ze mną już ponad 15 lat. Wszyscy pracujemy na te dwie minuty na parkurze. Tak samo ważne jest to, że Richie opiekuje się końmi na zawodach, jak to, żeby konie w domu były prawidłowo trenowane i miały zapewnioną opiekę na najwyższym poziomie.
Oczywiście są też momenty, kiedy coś nie idzie dobrze. W takich chwilach kluczowe jest, abyśmy jako zespół trzymali się razem i zastanawiali się, jak możemy się poprawić. Zawsze dbam o to, żeby mój zespół wiedział, że ich zdanie ma znaczenie i że naprawdę je doceniam. Moją filozofią jest nigdy nie zmieniać zwycięskiego zespołu – nawet wtedy, gdy wyniki nie są takie, jak byśmy chcieli.
Moja managerka stajni, Trix, jest niesamowita. Wie wszystko i podróżowała po całym świecie. Organizuje całą dokumentację, certyfikaty zdrowia, paszporty i logistykę transportu. A mój luzak, Richie, jest niezwykle pracowity. Czasami mam wrażenie, że muszę go chronić przed nim samym, bo chce, żeby wszystko było wykonane perfekcyjnie dla mnie i dla koni. Prawdopodobnie spędzam z Richiem więcej czasu niż z moją dziewczyną, bo tak dużo podróżujemy! Często mówię mu: „Dzień, w którym odejdziesz z pracy, będzie dniem, w którym przestanę jeździć”. To naprawdę wspaniały człowiek.
Źródło i zdjęcia: Rolex Grand Slam