
Sportową karierę kończy 20-letni już Con Quidam RB, na którym wiele sukcesów odniosła Holenderka Sanne Thijssen.
Wspólnie triumfowali w pięciogwiazdkowych Grand Prix w Rotterdamie, Madrycie i Valkenswaard. Z ekipą Holandii wygrali finał cyklu o Puchar Narodów w Barcelonie i zdobyli drużynowe srebro Mistrzostw Świata w Herning.
W mediach społecznościowych Sanne Thijssen tak żegna swojego sportowego partnera:
Drogi Connie,
Trudno opisać to uczucie, że ten rozdział dobiega końca. Nawet jeśli spróbuję znaleźć odpowiednie słowa, by to wyrazić. Rany, ileż dla mnie zrobiłeś! Zawsze walczyłeś do samego końca. Nigdy mnie nie zawiodłeś i nigdy nie rozczarowałeś. Zawsze dawałeś z siebie 200%. Nauczyłeś mnie, jak walczyć i się nie poddawać.
Dzięki Tobie wiele osób w sporcie jeździeckim wie, kim jest Sanne Thijssen. Od mojego pierwszego medalu na Mistrzostwach Europy młodych jeźdźców z drużyną holenderską po moje pierwsze zwycięstwa w Grand Prix 2-, 3-, 4- i 5-gwiazdkowych.
Wiedziałeś, jak 110 razy znaleźć się w pierwszej dziesiątce w konkursach rankingowych, w tym 4 razy wygrać Grand Prix 3-gwiazdkowe, 7 razy Grand Prix 4-gwiazdkowe i 3 razy Grand Prix 5-gwiazdkowe w Rotterdamie, Madrycie i Valkenswaard.
Nie zapominajmy też, że byłeś częścią zwycięskiej drużyny „pomarańczowych” w finale Pucharu Narodów w Barcelonie w 2021 roku i zdobyłeś srebrny medal z reprezentacją Holandii na Pucharze Świata w Herning w 2022 roku.
Potrafiłeś dać ze siebie wszystko, kiedy trzeba było. Kiedy nadchodził ważny dzień. Kiedy chcieliśmy pokazać światu, co razem możemy osiągnąć. Tak samo jest z tymi ostatnimi startami. Zabrakło nam 0,15 sekundy do zwycięstwa w finale, ale to drugie miejsce smakowało tak samo dobrze jak zwycięstwo.
To, że w wieku 20 lat udało ci się zaliczyć sześć bezbłędnych rund w czterogwiazdkowych Grand Prix, mówi wystarczająco dużo o twojej walecznej postawie. Walcz do samego końca. I jestem pewien, że gdyby to zależało od ciebie, to nie byłaby to ostatnia runda.
Ale aby chronić twoje złote serce, twoje lwie serce, które będzie biło wiecznie w przeciwieństwie do twojego ciała, zdecydowaliśmy, że nadszedł czas. Czas na twoją zasłużoną emeryturę, po tych wszystkich pełnych wigoru latach.
Ten duch walki zawsze prowadził nas do niezliczonych zwycięstw. Ten zastrzyk adrenaliny, gdy wszystko się udawało. Cieszyłeś się tym tak samo jak ja. Publiczność szalała po finiszu i podczas ceremonii dekoracji. Sympatię i szacunek, jakie ludzie ci okazywali, czuło się wszędzie. A to wszystko stworzyłeś sam dzięki swojej niesamowitej waleczności.
I jak bardzo cieszyłeś się, gdy znów brzmiały dla ciebie oklaski. Cieszyłeś się rundami honorowymi tak samo jak samym startem.
Dlatego jeszcze raz dostaniesz rundę honorową. Specjalnie i tylko dla ciebie, podczas mistrzostw Holandii w Deurne 26 kwietnia. Z całego serca mam nadzieję, że tego dnia na twoim pożegnaniu będzie pełno ludzi i fanów. Żebyś jeszcze raz mógł cieszyć się wszystkim, co dla nas znaczyłeś. Bo naprawdę na to zasłużyłeś po tych 13 latach, w których mogłam się tobą cieszyć, podobnie jak pewnie mnóstwo innych ludzi.
Kiedy to piszę, łzy spływają mi po policzkach. Ze szczęścia, ale też ze smutku.
Ze szczęścia, bo naprawdę na to zasłużyłeś i jak pięknie udało nam się to zakończyć tym ostatnim Grand Prix w Vejer de la Frontera.
Ze smutku, bo tak bardzo będę za tobą tęskniła na zawodach. Nie tylko za wynikami, jakie razem osiągaliśmy na arenie, ale także za twoimi charakterystycznymi cechami, widocznymi w każdym twoim zachowaniu podczas jazdy i w stajni. Za wszystkim, co czyniło cię tobą.
Czasami wydawało się, że potrafimy się porozumieć. Ty czułeś dokładnie to, co ja, a ja wiedziałam dokładnie, co czujesz. Wzmacnialiśmy się nawzajem i uzupełnialiśmy tam, gdzie było to potrzebne. Jak dwie połówki jednej całości.
Kiedy przechodził chwilowy kryzys i nic nie szło zgodnie z planem, zawsze byłeś przy mnie. Dałeś mi poczucie wartości. Poczucie, że jestem ważna. Że w życiu można osiągnąć więcej. Dałeś mi ten zastrzyk energii, siłę, której potrzebowałam, by iść dalej. Znowu na szczycie podium, na chwilę w centrum uwagi, z poczuciem, że wszystko się ułoży. Coś, na czym można dalej budować.
I nigdy, przenigdy się nie poddawać.
To wszystko zawdzięczam wyłącznie Tobie i będę Ci za to wiecznie wdzięczna. A tę mądrą lekcję zabiorę ze sobą na resztę życia:
NIGDY SIĘ NIE PODDAWAĆ!
Dziękuję Ci, Connie!
Fot. Asia Bręklewicz