Logo tylkoskoki

jhnt

W lipcu 2025 roku pożegnałam dwójkę przyjaciół, a właściwie powinnam powiedzieć, że pożegnałam ich razem z moją Mamą, ponieważ Sekret dla mojej Mamy był jak syn, a dla mnie jak brat i najlepszy przyjaciel, z którym wchodziłam w świat jeździecki. Via-Rami była z kolei najlepszą przyjaciółką, mentorką i połówką serca mojej Mamy. Koń, który był wielkim sportowcem. Ja dla niej byłam co najwyżej parobkiem, choć i to jest powodem do dumy.

Tego samego dnia, kiedy Via-Rami postanowiła, w wieku 31 lat, pogalopować na wiecznie zielone pastwiska, dowiedziałam się, że razem z nią pogalopowała również pewna kucynka, która wprowadziła w świat jeździecki zaprzyjaźnioną ze mną od podstawówki zawodniczkę. Z kolei kilka dni później dowiedziałam się o kolejnym pożegnaniu klaczy, która wygrała wiele parkurów z inną bliską mi zawodniczką. Pomyślałam wtedy, że chyba 2025 rok stał się rokiem pożegnań i chciałabym upamiętnić te i inne konie swoimi słowami.

O klaczy Via-Rami (Ramiro Z x Orthos ex Wef), właścicielka-Monika Pawłowska-Hnat, opowiada w ten sposób:

“Pojawiła się znikąd w wieku 17 lat, za sprawą Adrianny i Roberta Krzanowskich. Początki tej współpracy wcale nie były łatwe. Jednak po pewnym czasie zaczęłyśmy się coraz lepiej rozumieć, a ja, pomimo że startuję odkąd skończyłam “naście” lat, na każdej jeździe odkrywałam dzięki niej, że jeździectwo jest tak naprawdę bardzo proste- wystarczy tylko (albo aż) słuchać konia- co mu pasuje, a co nie, co jest dla niego przyjemne, co mniej, czy zachowuję się sprawiedliwie względem konia, czy niekoniecznie. Ot i cała filozofia. W tej relacji koń-jeździec to ona była moim mentorem i to ona karała za błędy mnie- pokazując jak bardzo ja się mylę. Co warto zaznaczyć- za każdym razem miała rację, a nawet kiedyś uchroniła nas w ten sposób przed katastrofą, gdy nikt nie uprzedził mnie, że ktoś pozmieniał odległości w ustawionych przeze mnie przeszkodach na placu. Nigdy się nie zatrzymała, ale wtedy nie miała wyjścia, o czym dowiedziałam się dopiero, gdy poprosiłam luzaczkę by przeliczyła foule. Ona wiedziała, że się nie zmieści zanim ja się zorientowałam.  

Via-Rami była klaczą z niezwykłą charyzmą, ogromnym sercem do skoków, wyjątkowym sportowcem. Bardzo dużo wymagała od jeźdźca, nie należała do najłatwiejszych koni w prowadzeniu, była bardzo ambitna, elektryczna. W parkurze nie bała się absolutnie niczego.  Razem z nią sukcesy na arenach międzynarodowych odnosili dobrze znani nam jeźdźcy, tacy jak m.in. Łukasz Koza oraz Paulina Wielgórska-Zdebel.

Visia była wyjątkowym koniem. Pokazała mi, że jeździectwo to prostota, spokój, cierpliwość, czas oraz, że powinniśmy wielu rzeczy uczyć się od koni. Przy niej poczułam, że to ostatni “element” mojej “jeździeckiej układanki”, wiedziałam, że kiedy ona odejdzie na emeryturę, nie będę skakać na żadnym innym koniu. Karierę jeździecką skończyłyśmy wspólnie. Czasami, jedyne czego żałuję to, że nie mam po niej żadnego źrebaka, ale widocznie tak właśnie miało być.

Mogłabym opowiadać o niej godzinami. Była moją przyjaciółką i połówką mojego serca. Jestem ogromnie wdzięczna, że w tym jeździeckim świecie zdołałyśmy się odnaleźć i spędzić wspólnie 14 lat.”

Życie jest niezwykle dynamiczne, często nie daje przestrzeni, by choć na chwilę się zatrzymać. Możemy jedynie mieć złudne wrażenie, że potrafimy tego dokonać. I owszem, podium na zawodach Longines zapewne jest taką właśnie chwilą, która staje w miejscu na jakiś czas, ale później, jak wszyscy wiemy, każdy wygrany i przegrany musi zapakować rzeczy do koniowozu, przygotować konie do transportu i ruszać w drogę powrotną do domu, a kolejnego dnia znów pracuje jako jeździec. Uważam, że takie chwile należy doceniać i po swojemu celebrować, nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że od dziś ma żyć ponurą myślą, że takie chwile nie mają żadnej wartości. Właśnie mają i właśnie chwile. To one kreują nam piękne bajki, kadry ze wspomnieniami, do których lubimy powracać, w chwilach właśnie zostawiamy cząstkę siebie, swoje emocje.

Zdecydowanie trudniej jest powrócić do pędu życia, gdy stajemy przed obliczem straty. No właśnie, można powiedzieć, że to znów tylko chwila. Niesamowite jak krótki czas dzieli nas od momentu, gdy idziemy z koniem na trawę, głaszczemy po szyi, spacerujemy, dzielimy się marchewką, a później obejmujemy jego głowę w czułym uścisku i czujemy, jak łzy spływają nam po policzkach. Już nie skubnie trawy, nie znajdzie w kieszeni marchewki, nie przywita rżeniem i nie pogłaszczemy go po chrapach. Często wtedy właśnie usilnie próbujemy zatrzymać wskazówki zegara. Jak to już? Jak to nie ma? Pozostaje nam jedynie wstać, spojrzeć po raz ostatni i... No właśnie, żyć dalej moi Państwo...

Jednak te chwile pamiętamy na długo, ten czas niemal realnie się zatrzymuje, tylko że znów na przekór nam, bo zatrzymuje on smutek, ból, cierpienie, które nie chcą nas opuścić. To absolutnie nigdy nie było, nie jest i nie będzie łatwe, nawet jeśli wiemy, że nasz przyjaciel męczył się za życia, nawet jeśli to życie miał najpiękniejsze jakie mógł mieć, ba, nawet jeśli ten ostatni dzień był jak z bajki, to wszystko nie wymaże bólu, po prostu będzie się mieszać.

ae519536 28c3 43ce 9b1d 80240528c948

Ten koktajl emocji to żałoba. Tak, mamy prawo do żałoby po naszych czworonożnych kompanach, nie tylko po bliskich przedstawicielach tego samego gatunku. Na przestrzeni wieków zwierzęta stawały się dla człowieka czymś więcej niż narzędziem do pomocy i w mojej opinii, wielkimi ludźmi są Ci, którzy po raz pierwszy spojrzeli na nie inaczej, zaczęli oswajać, budować więź, zaufanie, uczyli się ich języka, by bez słów móc się z nimi komunikować. Niestety, pewnie wielu z nas uświadomiło sobie w bolesny sposób, że zwierzęta żyją o wiele krócej, a więź jaka nas z nimi łączy jest wyjątkowa. Dla nas, dla których są członkami rodziny, każdy koń ma swój indywidualny charakter, osobowość, każdy jest inny, każdy ma ulubiony przysmak, miejsce do drapania, ulubioną aktywność, żaden nie jest maszyną do pracy, wszystkie uczą nas czegoś innego, prowadzą przez karierę sportową, wzbogacają duszę i emocje. Wiedzą więcej niż ludzcy przyjaciele. Wierzcie mi, że potrafię sobie wyobrazić, ile Waszych historii o słodko-gorzkich realiach życia usłyszały końskie uszy. Setki upadków i wzlotów, rozterki miłosne.

W psychologii mamy dwa dosyć popularne modele przeżywania żałoby. Pierwszy-klasyczny, to 5 etapów żałoby (fazy emocjonalne w procesie żałoby):

  • Zaprzeczenie („To nie może być prawdą”).
  • Złość („Dlaczego to się stało?”)
  • Negocjacje („Jeśli ja... to może...”)
  • Depresja („To wszystko nie ma sensu”)
  • Akceptacja („Uczę się z tym żyć”).

Te fazy nie są liniowe. Wiele osób przeskakuje między nimi lub doświadcza ich wielokrotnie.

Inny model ma tylko dwa procesy:

  • Orientacja na stratę: pozwalanie na ból, przetwarzanie wspomnień.
  • Orientacja na powrót do zdrowia: przeorganizowanie codziennego życia, pozwolenie na rozproszenie uwagi.

Świadome przełączanie się między bólem a rozproszeniem uwagi pomaga w zdrowszym radzeniu sobie ze smutkiem.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ uważam, że po wszystkich zwierzętach, które były ważnymi członkami rodziny, które były kochane, przechodzimy tę samą żałobę, co po bliskich ludziach. Potwierdza to m.in. John Bowlby w swojej teorii przywiązania, tłumacząc, że różne postacie przywiązania zapewniają ochronę, bliskość, uczucie i bezpieczeństwo emocjonalne. I jeśli ktokolwiek jeszcze zastanawia się, czy to nie jest głupie, czy nie powinno się żyć dalej- przeżywaj tak, jak czujesz, zgodnie ze sobą. Jeśli chcesz się zamknąć w pokoju pod kołdrą i płakać, możesz to zrobić nie tylko po śmierci człowieka, możesz to zrobić po śmierci każdej, kochanej przez Ciebie i bliskiej Ci istoty.

Neurobiologia i emocjonalne znaczenie:

Neurobiologia stoi po stronie właśnie tych, którzy zwierzęta traktują jak członków rodziny.
Emocjonalna więź aktywuje mechanizmy neuronalne podobne do tych, które występują w relacjach z ludźmi bliskimi. Utrata może wywoływać spadek oksytocyny i wzrost poziomu kortyzolu - czyli reakcje hormonalne typowe dla stresu. Kortyzol jest uwalniany w sytuacjach stresowych w celu mobilizacji krótkoterminowych rezerw energii i zapewnienia przetrwania. Utrata zwierzęcia to dla organizmu długotrwały stres, ponieważ pełnią one wiele funkcji w naszym życiu codziennym - zapewniają strukturę, wsparcie emocjonalne, są partnerami w interakcjach społecznych - ich śmierć tworzy ogromną pustkę, która może utrzymywać poziom hormonów stresu na wysokim poziomie:

  • Bezsenność lub niespokojny sen
  • Utrata apetytu lub przejadanie się
  • Napięcie mięśni, bóle głowy
  • Uczucie wewnętrznej pustki i braku motywacji
  • Osłabienie układu odpornościowego organizmu

W tym tygodniu

  • CSIO5* Bruksela BEL
    27-31.08.2025
           
  • CSI2*-W Belgrad SRB
    28-31.08.2025
           
  • Młodzieżowe MP Jakubowice POL
    27-31.08.2025
           
  • SCPMK Olsza 
    29-31.08.2025
           

Ranking PZJ (31.07.2025)

1. Maksymilian Wechta 1855
2. Jarosław Skrzyczyński 1433
3. Adam Grzegorzewski 1383
4. Dawid Kubiak 1361
5. Krzysztof Ludwiczak 1358
6. Michał Ziębicki 1303
7. Michał Kaźmierczak 1220
8. Dawid Skiba 1118
9. Mściwoj Kiecoń 1087
10. Wojciech Wojcianiec 1005
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (31.07.2025)

375 Maksymilian Wechta 620
406 Adam Grzegorzewski 565
409 Jarosław Skrzyczyński  560