
Za chwilę znowu usłyszymy to słowo. Mistrzostwa. I choć parkur wygląda podobnie jak tydzień temu, choć przeszkody mają tę samą wysokość, a koń pod nami jest tym samym koniem, coś w środku reaguje inaczej. Serce bije szybciej. Myśli przyspieszają. W głowie pojawia się więcej analiz, więcej scenariuszy, więcej „a co jeśli…”.
Bo Mistrzostwa Polski to nie tylko zawody. To cel. To ranga. To moment, który dla wielu z nas jest głównym startem sezonu.
Przez miesiące wszystko podporządkowujemy dla tego jednego startu. Plan treningowy. Kalendarz zawodów. Budowanie formy konia. Dbamy o detale, od żywienia po regenerację. Naturalne więc, że kiedy nadchodzi ten moment, napięcie rośnie. W psychologii mówimy, że to nie sama sytuacja wywołuje stres, ale znaczenie, jakie jej nadajemy. A jeśli coś nazywamy „najważniejszym startem”, organizm reaguje tak, jakby stawka była ogromna.
Bo w pewnym sensie jest.
Mistrzostwa dla wielu to porównanie. Weryfikacja. Czasem potwierdzenie miejsca w środowisku. Czasem test dla własnego ego. I choć rzadko mówimy to wprost, gdzieś pod spodem może pojawić się myśl: „Teraz się okaże”. To właśnie ta narracja - nie parkur - podnosi nam tętno.
W jeździectwie presja ma jeszcze jeden wymiar. To nie jest sport, w którym stres zostaje w naszej głowie. Koń wyczuwa zmianę oddechu, napięcie w ręce, minimalną sztywność w plecach. Czasem szybciej niż my sami jesteśmy w stanie to zauważyć. Dlatego mistrzostwa nie sprawdzają wyłącznie pracy, którą włożyliśmy w przygotowanie. Sprawdzają, czy potrafimy zachować wewnętrzny porządek wtedy, gdy bardzo nam zależy.
Stres, który często pojawia się na takich zawodach, sam w sobie nie jest wrogiem. Umiarkowany poziom pobudzenia działa mobilizująco. Wyostrza koncentrację, zwiększa czujność, daje energię. Wiele najlepszych przejazdów zdarza się właśnie wtedy, gdy coś naprawdę ma znaczenie. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy znaczenie zamienia się w zagrożenie. Gdy wynik zaczyna być czymś więcej niż wynikiem. Gdy staje się oceną nas jako zawodników.
„Jeśli się uda - jestem dobry/a. Jeśli nie -zawiodłem/łam.”
To jedna z najbardziej obciążających myśli, jakie możemy zabrać ze sobą na parkur.
Tymczasem mistrzostwa są etapem. Ważnym. Prestiżowym. Emocjonującym. Ale nadal etapem. Często też weryfikacją dla selekcjonerów. Niepodsumowaniem całej drogi. Nie definicją naszej wartości. Nie wyrokiem.
Im bliżej startu, tym łatwiej wpaść w pułapkę nadmiernej kontroli. Sprawdzanie list startowych. Porównywanie koni. Analizowanie przejazdów innych. Szukanie przewag i zagrożeń. To naturalne, skoro jest to główny start sezonu. Ale psychologicznie bezpieczniejsze jest coś zupełnie innego - stabilizacja. Utrzymanie tego, co działało. Co umiemy zrobić, co robiliśmy już wielokrotnie na innych zawodach i treningach. Zaufanie procesowi. Mistrzostwa nie wymagają od nas bycia kimś nowym. Wymagają bycia najbardziej sobą.
A kiedy emocje rosną? Warto zacząć od rzeczy najprostszej - od uznania ich. Stres przed ważnym startem nie oznacza słabości. Oznacza, że nam zależy. Samo nazwanie tego, co czujemy, obniża napięcie. Zamiast walczyć z myślą „nie powinienem się stresować”, lepiej powiedzieć sobie: „Tak, to ważne. Nic dziwnego, że czuję napięcie”.
Drugim krokiem jest powrót do ciała. Oddech to najprostsze narzędzie regulacji układu nerwowego. Wydłużony wydech realnie obniża napięcie mięśniowe. Rozluźnienie barków, dłoni, szczęki - to drobiazgi, które robią ogromną różnicę. Jest to proste ćwiczenie, które możemy wykonać tuż przed wjazdem na parkur, a nasz koń poczuje je natychmiast.
I wreszcie - przesunięcie uwagi z wyniku na zadanie. Mózg nie potrafi jednocześnie analizować konsekwencji i w pełni wykonywać ruchu. Zamiast myśleć o końcowym rezultacie, lepiej wrócić do konkretu, który znamy z treningów np: rytm, linia, dobry galop. Parkur nie składa się z medalu. Składa się z pojedynczych decyzji podejmowanych tu i teraz, które mogą nas do niego doprowadzić.
Piszę to także jako osoba, która sama będzie w tym roku wjeżdżać na parkur mistrzostw. I wiem, że to słowo zawsze w Nas - jeźdźcach coś uruchamia. Ekscytację. Ambicję. Czasem niepokój. Ale uczę się oddzielać stawkę od tożsamości. Wynik będzie informacją. Nie oceną mnie jako zawodniczki ani człowieka.
Uczmy się oddzielać wynik od naszej tożsamości, niech on będzie dla nas jeźdźców, trenerów, rodziców informacją na przyszłość.
Może więc pytanie przed Mistrzostwami Polski nie brzmi: „Czy dam radę?”, “czy zdobędę medal?”.
Może brzmi: „Czy potrafię zaufać sobie na tyle, by pojechać tak, jak potrafię?”.
Bo mistrzostwa patrzą. Środowisko patrzy. Trybuny patrzą.
Ale najważniejsze jest to, czy my potrafimy w tym momencie uspokoić własny umysł i współpracować ze swoim koniem tak, aby dać mu jasny sygnał: “jesteśmy w tym razem”.
Parkur jest inny, ale zadanie takie jak zawsze. To my nadajemy mu rangę.
Autorka: mgr psychologii i zawodniczka skoków przez przeszkody: Aleksandra Bolko
Fot. Paula Bartkowiak