Logo tylkoskoki

Aleksandra Lusina

Aleksandra Lusina-Gołaś dwukrotna mistrzyni Polski w skokach przez przeszkody. Jedyna kobieta, która zdobyła mistrzostwo kraju. Zajmuje się edukacją koni. Absorbuje ją to w całości, oprócz tych momentów w które wplata swoją córkę. Aleksandra Viktoria pojawiła się w styczniu. 

TylkoSKOKI: Jak zmieniło się Pani życie odkąd pojawiła się córka?

Aleksandra Lusina-Gołaś: Napewno nabrało innej barwy. Ta mała istotka daje nam ogromne szczęście. Nie wiedziałam, że tak to będzie wyglądać. Wcześniej odsuwałam od siebie decyzję o macierzyństwie. Teraz widzę, że nie trzeba było zwlekać. Często człowiek myśli „a co by było gdyby…”, ale nie ma co narzekać. Dzięki Bogu jest teraz. W końcu nie da się wszystkiego zaplanować. Co się zmieniło? Na pewno nasze życie się przewartościowało. Mam dodatkową motywację do działania. Jedni mówią, że jak pojawia się dziecko, to nic się człowiekowi nie chce, a u mnie jest wręcz przeciwnie! Chcę jeździć, trenować, by potem wrócić do domu w którym ona częstuje mnie uśmiechem.

TS: Czy przyjeżdżając w 2001 roku do Bonina, powiedziałaby Pani, że tam stworzy swój dom i założy rodzinę?

ALG: Przyjechałam do Bonina rozpocząć pracę. Zawsze staram się robić wszystko bardzo dobrze. Nie po łebkach. Przykładam się do miejsc, do których przyjeżdżam pracować, a konie i ludzi traktuję zawsze poważnie. Podobnie było w tym przypadku, z tą różnicą, że stało się to moim miejscem na ziemi. Ośrodek wtedy nie wyglądał tak, jak obecnie. W tej chwili mieszkam w nim z moim mężem. Razem doprowadziliśmy go do wysokiego poziomu. Wszystko co potrzebne do jazdy konnej mamy pod ręką: jest plac, hala, lonżownik, karuzela, bieżnia, lasy czy tor do galopowania. Trudno wymarzyć sobie lepsze miejsce do treningu koni. Ja mam to szczęście, że jest nim mój dom. Bardzo trudno znaleźć taki duży teren, a w mieście jest to praktycznie niemożliwe. Tutaj mogę jechać konno wszędzie gdzie chcę, blisko jest las, pola i łąki. Mamy też piękną córkę, która dodaje nam promyk światła do naszej codzienności. Myślę, że każdy w życiu szuka takiego swojego miejsca na ziemi. 

DSC04958 Kopiowanie

TS: Mówi Pani, że niepotrzebnie było zwlekać z decyzją o macierzyństwie…

ALG: Wcześniej słyszałam od innych koleżanek same negatywne głosy „nie będziesz jeździć, przerwa źle Ci zrobi, wyjdziesz z wprawy…”. Te wszystkie sądy nie do końca sprawdziły się w moim przypadku. Bez końca zaangażowaliśmy się w treningi i szkolenie koni, ale w pewnym momencie zadaliśmy sobie pytanie: co dalej? Przecież nie żyjemy wiecznie. Doszliśmy do wniosku, że byłoby miło mieć potomka który będzie z nami i może w przyszłości przejmie to, na co dzień w dzień pracujemy. U mnie wielką rolę odgrywa Artur, mój mąż. Ja rano wychodzę do stajni, jeżdżę parę koni dziennie, a kiedy wracam przejmuję dziecko. Wtedy on załatwia swoje sprawy. Muszę przyznać, że mała zmusiła nas do większej dyscypliny. Po prostu musieliśmy podzielić się obowiązkami tak, by wszystko sprawnie funkcjonowało. Mąż bardzo mnie odciąża. Gdyby nie on, nie mogłabym tak dużo trenować. Artur zaangażował się w opiekę nad córką, a ja w tym czasie jestem spokojna, mam wolną głowę i nie muszę się martwić, że coś się jej zaraz stanie, że jest z kimś obcym. Dodatkowo rodzice Artura bardzo nam pomagają z małą i w prowadzeniu stajni tak, by ośrodek dalej się rozwijał. 

TS: Kiedy pojawia się dziecko, zawsze snuje się plany o jego przyszłości. W Waszym przypadku córka chyba nie będzie miała wyjścia?

ALG: Oczywiście chciałabym, żeby przejęła ośrodek, ale Artur wolałby żeby grała w tenisa. W końcu tenis to taki przyjemny sport... W porównaniu do jeździectwa, które stwarza przecież różne zagrożenia (śmiech). Ale wiadomo, będzie robić to, co w duszy będzie jej grać. Mamy swoje marzenia co do niej, ale życie wszystko zweryfikuje. Obserwując moich przyjaciół to widzę, że większość jeździ konno. Zobaczymy, na ile my będziemy mieć na to wpływ. Życie pisze różne scenariusze, ciekawa jestem jaki będzie jej.

TS: Czy decyzja o zaprzestaniu treningów ze względu na ciążę była dla Pani trudna?

ALG: To była najdłuższa przerwa w jeździectwie od początku mojej przygody z końmi. Nie jeździłam pół roku (no może z jednym wyjątkiem). Może to się wydawać dużo, ale z perspektywy czasu wiem, że dobrze się to ułożyło. Żyłam szybko. Robiłam wszystko na raz. Te pół roku to był taki mój reset, uspokojenie, zwolnienie tempa. Jak się ma w końcu sześć miesięcy do 30 lat życia? Oczywiście, miałam trudne momenty. Kiedy widziałam, jak ktoś jeździ moje konie i coś nie wychodzi, to od razu chciałam wsiąść, zobaczyć z czym jest problem, pomóc. Ale ciągle starałam sobie w głowie wytłumaczyć „Ola daj już spokój, trzeba odpuścić” poza tym niech ludzie sobie radzą! Trzeba szukać rozwiązań, nie musi być wszystko na mojej głowie. Dając czas i też nie forsując trudnych tematów mogłam się trochę zdystansować, co dało mi inne spojrzenie na problemy w stajni. 

DSC 8701

TS: Jaka była rekomendacja lekarza gdy dowiedział się, że jest Pani sportowcem, a jazda konna to codzienny obowiązek?

ALG: Każdy doktor powie, że w ciąży nie powinno się jeździć konno. Na początku dlatego, że do trzeciego miesiąca generalne jest bardzo duże prawdopodobieństwo poronienia, a jeździectwo jeszcze to ryzyko zwiększa. Nie wolno, bo jest to sport ryzykowny. Nawet nie chodzi o to, że można spaść, uderzyć się i poronić (bo można), ale chodzi o samo zwierzę, które jest nieobliczalne i z nim nigdy nic nie wiadomo. Żona mojego kolegi w ósmym miesiącu poszła do konia tylko po to, by sciągnąć mu ochraniacze po treningu. To był nowy, młody koń, który niestety zdenerwował się i ją kopnął. Mąż w pierwszej reakcji był bardzo zły za to, że w ogóle poszła do tego konia, a z drugiej był tak przerażony, że straci dziecko... Na szczęście kopyto trafiło w udo, a nie w brzuch i wszystko dobrze się skończyło. To jednak powinna być lekcja rozwagi dla wszystkich.

TS: Jestem w takim razie ciekawa kiedy Pani przestała jeździć?

ALG: Do czwartego miesiąca trenowałam, nawet byłam na ostatnich zawodach. Starałam się unikać niebezpieczeństw. Nie zbliżałam się do młodych, nieobliczalnych koni. Lonżowałam tylko te starsze. Raz tylko w 9 miesiącu wsiadłam. Nie mogli dojść do ładu z 7-latkiem. Znam go i nie mogłam uwierzyć, że nie może wykonać danego ćwiczenia.  Chciałam sama to sprawdzić, bo zaniepokoiłam się, że coś z tym koniem jest nie tak. Wsiadłam i zagalopowałam, wszystko mu wyszło. Artur przyszedł wtedy na halę i tylko popukał się w głowę. 

TS: Jak Pani wsiadła z 9-miesięcznym brzuchem w siodło? 

ALG: Normalnie, po schodkach! (śmiech). No, nie siedzi się zbyt wygodnie a brzuch ciągnie do przodu, ale było to fajne uczucie. Mała galopowała razem ze mną. Proszę uwierzyć, że ja jestem bardzo rozsądna! Dla porównania, moja mama owijała brzuch bandażem i jeździła ze mną na zawody. Skakała do momentu, aż ją zdemaskowali...

TS: W takim razie córka pierwszy raz zaliczyła już będąc w brzuchu. Czy po urodzeniu siedziała już na koniu?

ALG: Narazie nie. Tata nie chce, wzbrania się od koni. To w końcu dyscyplina wyrzeczeń. Szczególnie teraz widać, że ten sport się zmienia. Na świecie jest to już sport dla określonej grupy ludzi. Albo jesteś bardzo bogaty i możesz się w to bawić, albo niestety… Oczywiście jeździć konno można się nauczyć zawsze. Nie w tym rzecz. Widząc jakie ceny osiągają teraz konie, to ciężko sobie wyobrazić by wszystkich było na to stać.

DSC08656

TS: Trenerka, matka, zawodniczka? Wszystko po równi czy teraz coś przejęło stery? 

ALG: Wszystko po trochu. Oczywiście córka jest ze mną cały czas. Staram się realizować w każdej z tych dziedzin. Nie byłoby to możliwe bez wsparcia mojego męża. Doba jest za krótka by samemu potrenować wszystkie konie, zająć się dzieckiem, zrobić obiad, poprowadzić komuś trening… Obecnie moim wychowankiem, którego prowadzę od dłuższego czasu jest Maciej Żołądkiewicz. Mam też grupę dziewczyn, które przyjeżdżają do mnie ze swoimi końmi w przerwach pomiędzy szkołą. Czy to w ferie czy wakacje i wtedy robię im parodniowe treningi. 

TS: Jak wygląda obecnie Pani stawka koni? Czy są wśród niej jakieś perełki?

ALG: Mam grupę młodych wierzchowców od 4 do 7-latków. Trudno powiedzieć który z nich będzie tym na wysoki poziom. Nauczyłam się, że nie ma co się nastawiać na konkretnego konia, a wszystkie traktować równo. Często miałam tak, że pokładałam wielkie nadzieję z jakimś koniem, który potem ulegał kontuzji, chorował, albo okazywało się, że dany pułap jest dla niego zbyt wysoki. W tej chwili staram się poświęcić każdemu tyle czasu, ile potrzebuje. Mam 8-10 koni i dobieram do nich indywidualnie treningi. Nigdy nie pracowałam z gotowymi końmi, sama musiałam je doprowadzać od zera do tego poziomu, do którego pasowały. To jednak trwa latami.

DSC08663

TS: Jak się okazuję świetnie sprawdza się Pani też w roli komentatora. Ostatnio podczas Grand Prix VIII Memoriału Macieja Frankiewicza na CSI4* w Poznaniu.

ALG: Pare dobrych lat temu Jarosław Idzi z TVP Sport zaprosił mnie do komentowania zawodów jeździeckich. Jestem wdzięczną za tę szansę, bo jest to naprawdę świetna sprawa i zabawa. Bardzo cieszę się, że Szymon [Tarant] powierzył mi tę funkcję przy okazji zawodów CSI4 Poznań. Nie jestem w stanie ocenić tu swoich umiejętności, ale wszyscy zawsze mi mówili. że bardzo dużo mówię i może w taki sposób jest to dobrze wykorzystane (śmiech). Oglądając nawet inne dyscypliny sportu to fajnie się słucha kiedy jest sportowiec i redaktor. Sportowiec zawsze patrzy na tą stronę techniczną. W danym momencie przekazuje co się dzieje pomiędzy zawodnikiem, a koniem. Jak ktoś się nie zna, to ten komentarz wprowadza emocje, jest bardzo ciekawy. Pozwala zrozumieć i lepiej poznać tę dyscyplinę sportu. Komentator pięknie ubiera w słowa, a ja staram się pokazać więcej. To, czego nie zauważa się na pierwszy rzut oka. Niby skakanie przez przeszkody to taka jasna formuła. Spada drąg, masz punkty karne. Jesteś bezbłędny i najszybszy to wygrywasz. Ale jednak czym się różnią przejazdy podstawowe od tych w rozgrywce? Czemu jednym wychodzi, a drugim nie? To staram się uchwycić.

Rozmawiała Karina Olszewska.

Fot. Asia Bręklewicz, Oliwia Chmielewska


W tym tygodniu

  • TSTV - Adam Zawodowiec POL
    01.06.2020
           

Ranking PZJ (29.02.2020)

1. Wojciech Wojcianiec 3423
2. Andrzej Opłatek  2893
3. Krzysztof Ludwiczak 2780
4. Jarosław Skrzyczyński 2573
5. Maksymilian Wechta 2011
6. Jan Bobik 1868
7. Kamil Grzelczyk 1502
8. Grzegorz Kubiak 1406
9. Michał Kaźmierczak 1207
10. Adam Grzegorzewski 836
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (29.02.2020)

124 Wojciech Wojcianiec 1250
154 Andrzej Opłatek 1140
194 Krzysztof Ludwiczak 965