Logo tylkoskoki

DSC05241

Czwartek, godzina 8 rano. Rozpoczyna się pierwszy konkurs Cavaliady w Lublinie. Startuje w nim prawie 100 par. Z decydującą przewagą wygrywa reprezentantka Polski, 24-letnia Julia Cieślar, która dosiada wałacha Bingo. Jednak to nie wszystko. Amazonka każdego kolejnego dnia zgarnia następne statuetki, również ze swoim podstawowym koniem Poetin. Kiedy już myśli, że lepiej być nie może, zostaje najlepszą amazonką, a właściwie Venus, która wygrywa z Marsem. Co ciekawe, dokonuje tego na koniu swojego narzeczonego, który wcześniej startował w konkursach na poziomie L. Dla Julii jazda i treningi na Bingo były przyjemnością i tak, najpierw zaczęli razem wygrywać konkursy P, aż doszli do poziomu 130 cm. - Binguś ma wielkie serce. Nie wiążę z nim przyszłości, bo wiem, że to jego maksymalny pułap, jednak jeżdżenie na nim sprawia mi ogromną frajdę i jest to idealny konik na tego typu konkursy. On się tym bawi, a doping publiczności go mobilizuje.

Autor: Karina Olszewska

Tydzień wcześniej, Julia rozpoczęła sezon w Michałowicach, gdzie Bingo po raz pierwszy pokonał parkur 130 cm bezbłędnie. Jednak jak sama mówi, nie spodziewała się, że Cavaliada w Lublinie będzie dla niej tak szczęśliwa i uda się jej wygrać prawie wszystkie konkursy, w których startowała. Szczególnie, że jest to dopiero początek sezonu. Jednak przy takich rezultatach można sądzić, że najlepsze jeszcze przed Julią.

DSC06964

Dobre wyniki i wygrane są efektem przemyślanej strategii startów Julii i jej taty Jana Cieślara. Mimo, że od dwóch sezonów amazonka startuje na poziomie dużej rundy i Grand Prix, teraz ze swoim podstawowym koniem Poetin, występowała w konkursach 130 cm. - W zeszłym roku sezon zaczęliśmy od razu od Grand Prix, poszło nam słabo i efektem tego był średni początek sezonu. Teraz już mamy nauczkę i wiemy, że Poetin potrzebuje trochę więcej czasu, szczególnie, że hala na której trenujemy ma tylko 20mx30m i pewnych rzeczy nie da się przetrenować. Ustaliliśmy z tatą, że pierwsze zawody w sezonie będziemy jeździć trochę niżej. Nie chcę, żeby Poetin od razu po przerwie zaczynała od wysokiego poziomu. Teraz widzę, że jest to jak najbardziej odpowiednia decyzja, która zaprocentowała dobrymi wynikami. Przez to, że jestem objeżdżona w wyższych konkursach, to mogłam iść na całość w średnich rundach.

Julia jest ogromną fanką konkursów specjalnych, które rozgrywają się przy okazji zawodów, takich jak Venus vs. Mars, bariery czy konkursy z wyborem trasy. - Pamiętajmy o tym, że jeździectwo ma być zabawą. Żyję z tego i zajmuję się tym zawodowo, ale też chcę mieć z tego jak najwięcej frajdy. Raczej nie zostanę mistrzem olimpijskim, ale mam ogromną satysfakcję z tego, co robię i w jakim miejscu się znajduję. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby małymi krokami cały czas iść do przodu.

Julia również podczas zawodów WAGO CSN we Wrocławiu wygrała ex aequo z trzema innymi zawodnikami, konkurs barier, pokonując przeszkodę wysoką na 180 cm. Przed wyjazdem do Wrocławia ustawiła sobie szereg gimnastyczny wysoki na 160 cm i stwierdziła, że trzeba spróbować. Jak sama mówi, bariery miały być sprawdzianem dla niej i Poetin, jako pary. - Jest to dobry konkurs, żeby wygimnastykować konia. Chciałam, żeby Poetin potraktowała to jak trening przed niedzielnym Grand Prix. Skacząc tak wysokie przeszkody nabrała pewności siebie, bo przecież dla konia jest to tak samo ważne jak dla zawodnika. W Grand Prix skakała rewelacyjnie, a tydzień później, w kolejnym, zajęłyśmy drugie miejsce.

DSC08503

Julia Cieślar jest też drugą amazonką w Polsce, według nieoficjalnych mistrzostw kobiet. - Nie mam na razie możliwości wystartowania w mistrzostwach Polski seniorów, więc Ladies Cup jest dla mnie świetną okazją do sprawdzenia siebie. Przez trzy dni trzeba jeździć równo, zmierzyć się z konkursem szybkości i obrać dobrą taktykę. Mimo, że to nie są oficjalne mistrzostwa, to była to dla mnie główna impreza zeszłego roku. Do wygranej zabrakło niewiele. Myślę, że jedna zrzutka w konkursie szybkości o tym przesądziła. Przed finałem byłam poza pierwszą trójką. Wiedziałam, że jeśli chce wejść na to piękne jakubowickie podium to muszę przejechać obydwa nawroty bezbłędnie, i to się udało. Wygrała Gosia [Małgorzata Koszucka, przyp.red.] która jest rewelacyjną zawodniczką i naprawdę cieszyłam się, że stoimy tam razem. W 2018 roku z pewnością będę walczyć o wygraną.

Od zeszłego roku, kiedy w Grand Prix Julia i Poetin notowały bezbłędne przejazdy i zaczęły się pojawiać punktowane miejsca, to pojawiła się też ogromna ochota na zwycięstwo. - To mój cel na 2018 rok, by wygrać chociaż jedno Grand Prix i zacząć jeździć konkursy zaliczane do światowego rankingu. Wiem, że Poetin da sobie radę, ma ogromne możliwości. Dopóki ją mam, będę próbowała się jak najbardziej rozwijać.

050

Klacz Poetin Julia kupiła trzy lata temu od Damiana Zmorka. Pod nim, chodziła konkursy młodych koni. Ani Julia, ani Poetin nigdy wcześniej nie jeździły dużych rund na zawodach ogólnopolskich czy międzynarodowych. Razem uczą się i pokonują kolejne bariery. - Jest to koń z ogromnym potencjałem, jednak trzeba ją dobrze znać, by móc ten potencjał wykorzystać. Poetin potrzebuje więcej czasu, ma swoje humory, jak każda kobieta.

Trenerem Julii od samego początku jej przygody z końmi jest jej tata. Obecnie, trenuje też młodzież i amatorów. Rodzice Julii poznali się w Ochabach, gdzie tata jeździł konno zawodowo, a mama rekreacyjnie. To oni zapoczątkowali rodzinną tradycję jeździecką. Mimo, że jej dwóch braci nie złapało bakcyla, to Julia już jako półroczne dziecko siedziała na koniu, a w wieku 8 lat wystartowała w swoich pierwszych zawodach. Wszystko musiała wypracować sama, swoją ciężką pracą. Nigdy nie jeździła na kucykach, jako dziecko nie miała też swojego konia.

- Rodzice nie mieli tyle pieniędzy, więc z reguły dzierżawiłam i jeździłam po prostu na tym, na czym się dało. Byłam szczęśliwa, jeśli miałam konia do treningów i startów. Kiedy miałam 13 lat udało się kupić 4 letniego wówczas Bagiera III, który miał 160cm wzrostu i do tej pory tylko biegał na torach wyścigowych. To było wszystko co potrafił. Wszyscy mówili, że nic z tego nie będzie, że to koń maksymalnie na 110 cm. Bagier nie był silnym koniem, ale miał ogromne serce. Naszym sukcesem był srebrny medal na olimpiadzie młodzieży w 2008 roku w Bydgoszczy. Wiedzieliśmy, że nie jest to koń na wygranie Mistrzostw Polski juniorów, gdzie parkury mają wysokość 140 cm, ale wielkim sukcesem dla mnie było samo wystartowanie i dostanie się do drugiego nawrotu finału. Cieszę się, że udało nam się dojść z Bagierem od poziomu 90 cm do parkuru 140 cm. Wiem, że to efekt naszej ciężkiej pracy i z perspektywy czasu cieszę się, że rodzice nie kupili drogiego konia z dużych konkursów, tylko sama musiałam wszystko wypracować. Dzięki temu potrafię i przede wszystkim lubię pracować z młodymi końmi.

DSC07651

Po maturze, Julia wyjechała do Szwajcarii. Jeszcze jako nastolatka zaplanowała sobie, że wyjedzie za granicę popracować w stajni z dobrą renomą i zobaczy, jak to wygląda na zachodzie. Pracę znalazła z ogłoszenia, jednak źle trafiła. - Na szczęście polscy znajomi, którzy pracowali w Szwajcarii załatwili mi inną, tymczasową, pracę w Zurychu. Tam się sprawdziłam i szefowa poleciła mnie Beatowi Mandli [szwajcarski medalista olimpijski z Sydney i zdobywca Pucharu Świata z 2007 roku]. U niego wiele się nauczyłam. Zobaczyłam, jak to wszystko wygląda na najwyższym poziomie. Dało mi to też dużo pewności siebie, której potrzebowałam. Kiedy medalista olimpijski Cię pochwali za to, jak jeżdżę i jak pracuję z końmi, to znaczy, że coś w tym musi być! - wspomina ze śmiechem Julia. Widząc, jak trenują najlepsi uświadomiła sobie, że w Polsce wiele nam do nich nie brakuje. - To nie jest tak, że na zachodzie robią z tymi końmi cuda. Po prostu mają inne zasoby finansowe. Zobaczyłam, że to co my robimy na co dzień w stajni nie odbiega od tego, co robią w najlepszych stajniach na świecie.

Mimo, że proponowali stałą, świetną pracę, jak wielu mogłoby powiedzieć pracę marzeń, to zadecydowała o powrocie. - Byłam jeźdźcem, mogłam potrenować z Beatem, jednak to nie była praca z perspektywą, by stać się jeźdźcem do startów w zawodach. Dlatego postanowiłam, że wolę wrócić do Polski i robić coś na własny rachunek.

Julia po powrocie skończyła studia na kierunku zarządzanie i marketing. Obecnie, razem z tatą stacjonują w Zwonowicach u Mirelli Ruczki. Mają tam swoją część stajni, którą prowadzi Julia. Jeździ około sześciu koni dziennie. Część z nich należy do klientów, którzy mają swoje prywatne konie i trenują z jej tatą, jednak nie mają tyle czasu, by jeździć codziennie. Jak mówi Julia, razem z tatą uzupełniają się i tworzą zgrany team. Również mama jest bardzo zaangażowana i zawsze wspiera swoją córkę. - Nigdy nie czułam presji ze strony rodziców. Robili wszystko, żebym mogła startować i wygrywać, ale wiedzieli, że nie zawsze jest się najlepszym i nie ma w tym nic złego.

DSC07757

Julia widzi, jak ważna jest rola trenera i rodzica, w kwestii wychowania młodego zawodnika. Tłumaczenie i analizowanie porażek. Teraz zdaje się, że każdy odczuwa presję odniesienia sukcesu, a rodzice Julii zawsze powtarzali, że ma być po prostu szczęśliwa cokolwiek będzie robić. - Jest wiele juniorów, w których rodzice wkładają duże pieniądze. Pojawia się presja szybkiego sukcesu czasami ze strony rodziców, a czasami ambitne dzieci same ją sobie tworzą. Jednak wtedy, kiedy pojawi się jedna, druga porażka, to często się poddają i nie potrafią sobie z tym poradzić. Ja też miałam różne momenty, czasami kompletnie nic nam nie szło, byłam załamana i stwierdziłam, że chyba nie potrafię jeździć. Zawsze wtedy tata tłumaczył, że trudno, takie życie, sport to nie tylko zwycięstwa. Ważne, żeby wyciągać wnioski na przyszłość i nie powielać błędów. Czasem trzeba zrobić dwa kroki w tył, żeby potem pójść pięć kroków do przodu. Do prawdziwych sukcesów, czy to życiowych czy sportowych, dochodzi się przecież latami, a nie w rok czy dwa.

Rozmawiała Karina Olszewska.

Fot. Asia Bręklewicz


W tym tygodniu

  • CSI2* Kronenberg NED
    18-21.10.18
           
  • CSI2* Michałowice POL
    18-21.10.18
           
  • CSI5* Tryon USA
    16-21.10.18
           
  • CSI5*-W Helsinki FIN
    17-21.10.18
           
  • CSI3* Vilamoura POR
    15-21.10.18
           
  • HZO1* Salio POL
    19-21.10.18
           
  • CSI3* Herning DEN
    17-21.10.18
           

Ranking PZJ (30.09.2018)

1. Jarosław Skrzyczyński 4308
2. Wojciech Wojcianiec 2922
3. Krzysztof Ludwiczak 2739
4. Michał Kaźmierczak 2105
5. Maksymilian Wechta 1649
6. Adam Grzegorzewski 1575
7. Jan Bobik 1563
8. Kamil Grzelczyk 1433
9. Andrzej Opłatek 1199
10. Cassndra Orschel 915
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI

 61 Jarosław Skrzyczyński 1645
142 Wojciech Wojcianiec 1110
162 Krzysztof Ludwiczak 1015
  Stan na 30.09.2018  
Nie masz jeszcze konta? Zarejstruj się!

Zaloguj się