Logo tylkoskoki

In Gomera1

Kiedy i dlaczego hodowcy powinni przygotowywać klacze do prób dzielności? Nowy felieton Tomasza Bagniewskego.

Próba dzielności jest przede wszystkim sprawdzianem użytkowości klaczy, którą zamierzamy użyć w hodowli. O jej wyniku decydują jej wrodzone predyspozycje, ale także umiejętny trening i fachowość jeźdźca w zaprezentowaniu tkwiącego w klaczy potencjału. Konieczne jest więc właściwe, systematyczne i umiejętne przygotowanie zarówno kondycyjne, jak i techniczne klaczy.

Jak uczą doświadczenia dotychczasowych prób - a odbywają się one w polskiej hodowli w sposób systematyczny i regularny już od 2000 r., znaczną przewagę nad konkurentkami miały klacze, które do próby przygotowywane były bez pośpiechu, przez kilka miesięcy. Takie przygotowanie realnie też procentuje w późniejszym, ewentualnym użytkowaniu sportowym klaczy.

W warunkach hodowli terenowej, taki cykl przygotowań najłatwiej zorganizować w porze wiosenno-letniej, gdy długi dzień i odpowiednia pogoda sprawiają, że hodowca ma do dyspozycji znacznie więcej czasu, aby zajmować się swoją klaczą. Nie bez znaczenia jest także fakt, że młodzież szkolna i akademicka, a są to często rodziny hodowców, może w większym stopniu włączyć się w pielęgnację i trening klaczy w czasie wakacji. Ta faza przygotowań jest wspólna, niezależnie w jakiej formule ma się odbyć próba - stacjonarnej (zakład treningowy) czy polowej.

To, że obecnie hodowca może wybrać w jakiej formule chce poddać swoją klacz próbie dzielności, to ważny dorobek polskiej hodowli i tak powinno pozostać. Powyższe uwarunkowania doskonale rozumieją hodowcy w Holsztynie, Oldenburgu, Hanowerze czy w Holandii, gdzie próby (zarówno stacjonarne jak i polowe) cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem hodowców, a ich wyniki są elementem reklamy przedstawianych do sprzedaży źrebiąt czy remontów sportowych.

Do niedawna wydawało się, że zrozumienie dla tych spraw na stałe zagościło także wśród polskich hodowców. Na poszczególne turnusy w zakładach treningowych zgłaszało się więcej klaczy niż było dostępnych miejsc, nie było też problemu ze skompletowaniem stawek do prób polowych. Niestety coś w tym mechanizmie się „zacięło” i niewątpliwie konieczna jest pilna terapia.

W ostatnich kilku latach systematycznie spada odsetek klaczy kwalifikowanych do hodowli z zaliczoną próbą dzielności. To zjawisko jest spowodowane co najmniej kilkoma kwestiami. Najważniejsze z nich to:

  1. Przepisy hodowlane dopuszczające licencjonowanie klaczy bez sprawdzonej użytkowości.
  2. Fałszywe przekonanie dużej części hodowców, zwłaszcza tych dysponujących zaawansowaną, modną genetyką o zbędności takich prób, bo przecież „papier sam skacze”.
  3. Brak perspektyw na sportowo-rekreacyjne wykorzystanie klaczy, w wyniku czego w hodowli funkcjonują klacze nawet kilkunastoletnie które nigdy nie były zajeżdżone.
  4. Generalnie słabe warunki odchowu źrebiąt i młodzieży, co skutkuje wysoką urazowością, a w konsekwencji brakiem możliwości poddania klaczy próbie użytkowości.

Jest jednak także inna grupa czynników, do których zaliczyć należy:

  1. Przywołane powyżej niedopasowanie terminów prób dzielności do warunków w jakich funkcjonują hodowcy, np. ustalanie terminów prób dzielności „z zaskoczenia”, a nie z kilku miesięcznym wyprzedzeniem.
  2. Mała aktywność prowadzących zakłady treningowe i organizujących próby polowe w popularyzacji tych wydarzeń wśród hodowców, a co za tym idzie brak zainteresowania mediów.
  3. Brak oferty hodowlanej dla klaczy trenujących w Zakładzie Treningowym. Przykładowo, na kwalifikacjach do ZT klaczy, nieobecni są przedstawiciele stacji ogierów, a mógłby to być doskonały moment na zaprezentowanie swojego materiału także „na żywo”. Czas spędzony przez klacz w ZT można, a nawet powinno się wykorzystywać również na profesjonalnie zorganizowaną stanówkę, jak najlepszymi ogierami. Dużo na dobre w tej materii mogłyby zmienić programy inseminacji klaczy realizowane na wzór tego już funkcjonującego w Związku Hodowców Koni Wielkopolskich, gdzie genetykę na światowym poziomie udostępnia się szerokiemu gronu hodowców, a nie tylko elitarnej grupie tych, którzy mogą sobie na to pozwolić. Programy takie ponadto przyczyniają się do rozwoju usług inseminacyjnych, a pozyskane w ten sposób źrebięta w całości pracują na konto polskiej hodowli. Istnieje pilna potrzeba rozszerzenia tego typu oferty na ogół polskich hodowców.

Efektem takiej sytuacji jest często nieprzemyślany dobór hodowlany, decyzje podejmowane wyłącznie w oparciu o materiały reklamowe, nijak mające się do cech użytkowych budowy i pochodzenia przyszłej matki. Dopiero połączenie wszystkich ogniw hodowlano-marketingowego łańcucha może skutkować rzeczywistym, a nie tylko deklaratywnym postępem hodowlanym. Nie ma selekcji bez nowoczesnych form prób dzielności zarówno męskiego, jak i żeńskiego materiału hodowlanego. Należy pamiętać, że bez odpowiedniego standardu wyhodowanych koni, nawet najlepiej zorganizowany marketing i sprzedaż oraz służące mu imprezy nie przyniosą spodziewanego efektu.

Na zdjęciu klacz In Gomera L – wiceczempionka Zakładu Treningowego Bielice 2016 r., potem finalistka MPMK i SChPMK. Hod. Helena Beym, wł. Jan Ludwiczak. Autor zdjęcia Tomasz Bagniewski.


W tym tygodniu

  • CSI5*W Lipsk GER
    17-20.01.19
           
  • CSI2* Sopot POL
    17-20.01.19
           
  • CSI5*W Dubai UEA
    17-19.01.19
           

Ranking PZJ (31.12.2018)

1. Jarosław Skrzyczyński 4597
2. Wojciech Wojcianiec 2866
3. Krzysztof Ludwiczak 2654
4. Michał Kaźmierczak 1950
5. Adam Grzegorzewski 1654
6. Jan Bobik 1634
7. Maksymilian Wechta 1573
8. Kamil Grzelczyk 1568
9. Andrzej Opłatek 948
10. Cassandra Orschel 741
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (31.12.2018)

 52 Jarosław Skrzyczyński 1745
155 Wojciech Wojcianiec 1100
188 Krzysztof Ludwiczak 950
Uruchomiono zadanie harmonogramu
Nie masz jeszcze konta? Zarejstruj się!

Zaloguj się