Logo tylkoskoki

032 

Pierwsze konie wprowadziły się do Rosnówka niecałe 17 lat temu. Budowa własnej stajni była marzeniem Pana Dariusza Wechty, który od dziecka miał styczność z końmi i zawsze chciał mieć swój ośrodek. Kiedy tylko stało się to możliwe, postanowił zrealizować swoje marzenia. Klub Jeździecki Wechta znajduje się w Rosnówku, tuż na skraju Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z jednej strony otoczony lasem, a z drugiej jeziorem. Konie mają do dyspozycji przestronne padoki i łąki. Na infrastrukturę ośrodka składają się dwie stajnie sportowe na 25 boksów, jedna stajnia hodowlana, a także plac, hala i karuzela. Nad stawem, w którym pływają karpie i amury, położony jest domek myśliwski, spełniający funkcję domku gościnnego i miejsca spotkań.

W Rosnówku oprócz koni można spotkać wiele zwierząt, jak psy a wśród nich znany z zawodów Bobak, koty, pawie, kury i oczywiście konie. Te, najpierw sprowadzane były z Racotu, a następnie z Niemiec.

Gdy koni zaczęło przybywać, powstała również hodowla. Jednym z pierwszych wyhodowanych tam koni jest Celtia, na której startuje Maksymilian Wechta. „Głównym celem naszej stajni są oczywiście jak najlepsze wyniki sportowe. Hodowla działa dodatkowo. Cały czas się tego uczymy i obecnie stawiamy na dobre matki, które mają doświadczenie w sporcie, jak Donatella czy Boliwia. Prowadzimy też stację ogierów. Poprzez udostępnianie polskim hodowcom nasienia dobrych ogierów chcemy, żeby wprowadziły coś do naszego jeździectwa. Widzę, że wiele osób z tego korzysta i powoli na parkurach można spotkać sporo dobrych koni po naszych ogierach” podkreśla Maksymiilan Wechta, główny zawodnik stajni.

Jak wygląda dzień w stajni Rosnówko? Każdego wieczora Maks przygotowuje rozpiskę dla pracowników, żeby każdy przychodząc do pracy znał swoje zadania. Rano o godzinie 8 rozpoczynają dzień pracy. W treningu jest dwadzieścia pięć koni, a na padokach kolejnych dwadzieścia - młodych koni i klaczy hodowlanych. Jest też 23-letni Quamiro, który cieszy się ze spokojną emerytury wśród końskiego towarzystwa.

W stajni jest aktualnie trzech jeźdźców, łącznie z Maksymilianem. Każdy z nich ma luzaka do pomocy. Dodatkowo w Rosnówku pracuje dwóch stajennych, którzy oporządzają stajnie i karmią konie.

Na bieżąco piszemy plan pracy dla każdego konia. Jak wyjeżdżamy na zawody, to berajtrzy mają do jazdy 7-8 koni, a każdy z nich wymaga czegoś innego. La Calidad jest koniem, którego trzeba jeździć zdecydowanie i od pierwszego momentu musi być pod kontrolą. Trzeba go cały czas czymś zajmować. Jak mnie nie ma, to idzie na mocniejszą lonżę. Dziewczyny na nim jeżdżą, ale z reguły pod moim nadzorem. Kiedy nas nie ma, skupiają się na pracy na drągach, gimnastyki ujeżdżeniowej. Najważniejsze dla nas jest to, żeby konie były szczęśliwe i rozluźnione, co dziewczyny bardzo dobrze wykonują” podkreśla Maks i dodaje, że codziennie stara się jeździć na około siedmiu koniach. Zależy mu na tym, by poświęcić swoim koniom jak najwięcej czasu i mieć wszystkie pod kontrolą. „Obecnie mamy odpowiednią ilość koni w treningu, co pozwala nam skupić się na tych najważniejszych. Nie lubię mieć presji, że codziennie muszę jeździć jak najwięcej koni. Mając to w głowie podczas treningu nie wpływa to pozytywnie na naszą pracę.”

Ważne jest podejście do koni sportowych, jakie prezentuje Maks. Każdy z wierzchowców wychodzi na zewnątrz minimum dwa razy w ciągu dnia. Oprócz jazdy czy lonży ma zapewnioną karuzelę lub wyjazd w teren. „Przykładowo, jeśli rano pojeżdżę Londona to popołudniu idzie na lonżę albo na spacer do lasu. Jest starszym koniem - im więcej ruchu tym lepiej dla niego i jego kondycji. Chcę, żeby był zadowolony z życia tutaj i staramy się w ten sposób pracować z każdym podstawowym koniem. Młode muszą poczekać jeszcze na większą atencję z naszej strony i skupić się na mniej wymagającym treningu. Dodatkowo zrobiliśmy padoki dla koni sportowych i uważam, że jest to dla nich świetna sprawa.

Praca w tygodniu kończy się około godziny 15. Jednak jak podkreśla Maks, nigdy nie wychodzi z zegarkiem w ręku. „Nie jest to praca biurowa i wychodzimy ze stajni tylko wtedy, kiedy wykonamy swoje zadania. Nigdy nie potrafię wyjść równo o 15, nawet jeśli mam już pojeżdżone wszystkie konie, bo zawsze znajdę sobie coś do zrobienia – tu coś posprzątam, tu porównam plac po swojemu według mojego, wypracowanego systemu” (śmiech).

Pytany o to czy chciałby zamienić się z kimś innym odpowiada zdecydowanie, że jest szczęśliwy będąc w tym miejscu. „Cieszę się, że jestem częścią tego ośrodka. Uwielbiam tu mieszkać, bo zawsze, gdy coś się dzieje, to wystarczy, że wyjdę z mieszkania i zawsze mogę zajrzeć do koni, pójść na padoki i zobaczyć czy wszystko jest dobrze. Rosnówko to cudowne miejsce z dala od miasta. Tworzymy tu małą społeczność z pracownikami i rodziną, bo wszyscy tutaj mieszkamy. Spędzamy ze sobą czas w pracy i po niej, więc jesteśmy ze sobą zżyci. Myślę, że to też dobre dla mnie, bo nie muszę codziennie rano stać w korkach, żeby dojechać do pracy, której nie lubię. Jestem tego częścią i nawet nie traktuję tego jak pracy, tylko po prostu jak moje życie.”

Rozmawiało: Karina Olszewska

Fot. Asia Bręklewicz


W tym tygodniu

  • TSTV - Adam Zawodowiec POL
    01.06.2020
           

Ranking PZJ (29.02.2020)

1. Wojciech Wojcianiec 3423
2. Andrzej Opłatek  2893
3. Krzysztof Ludwiczak 2780
4. Jarosław Skrzyczyński 2573
5. Maksymilian Wechta 2011
6. Jan Bobik 1868
7. Kamil Grzelczyk 1502
8. Grzegorz Kubiak 1406
9. Michał Kaźmierczak 1207
10. Adam Grzegorzewski 836
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (29.02.2020)

124 Wojciech Wojcianiec 1250
154 Andrzej Opłatek 1140
194 Krzysztof Ludwiczak 965