Logo tylkoskoki

037

W drugiej części rozmowy, Małgorzata Siergiej opowiada nam o swoich ulubionych liniach żeńskich, o księgach, do których zapisuje wyhodowane w Żelichowie konie, stanie polskiej hodowli i o tym, skąd pomysł na nazwę i przydomek dla koni „Red Wine".

Karina Olszewska: Co jest najważniejsze w hodowli koni?

Małgorzata Siergiej: Najważniejsze są matki i rodziny, z których pochodzą. Długie lata zajęło nam kompletowanie materiału żeńskiego. W tej chwili mamy matki z linii żeńskich: francuskich, holenderskich, belgijskich, niemieckich i polskich. Niektóre klacze udało się kupić dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, inne z trudem zdobyliśmy. Nasze matki pochodzą m.in. z linii żeńskich ogierów Alme Z, For Pleasure, Caretino, Le Tot de Semilly, a także z najsłynniejszych w Europie dwóch linii - Querly Chin i Nifrane.

KO: Na jakiej zasadzie dobiera Pani ogiery do swoich klaczy?

MS: Wpływa na to wiele czynników. Generalnie od jesieni planuję przyszłoroczne kojarzenia. Szukam ogierów, które powinny poprawić pożądane cechy. Sprawdzam, które linie dobrze się ze sobą łączą. Lubię używać młodych, nowych na rynku ogierów. Jest to obarczone wyższym ryzykiem, ale zwiększa też szanse na szybszy postęp hodowlany. Trzeba znać swoje klacze, aby wiedzieć jakie ogiery do nich pasują. Najlepszym wyznacznikiem jest potomstwo. Bardzo rzadko powtarzam kojarzenia, raczej szukam nowych rozwiązań. Oczywiście czasem warto powrócić do udanego połączenia. W przyszłym roku na przykład, oczekujemy pełnego brata lub siostry Verso.

KO: Kto jest Pani hodowlanym autorytetem?

MS: Jest w Europie wielu hodowców, którzy mają linie żeńskie produkujące konie najwyższej klasy. Od takich hodowców, wiodące stacje ogierów mają materiał męski, a zawodnicy doskonałe konie na najwyższym, światowym poziomie. Obserwuję, jakich ogierów używają i jakie stosują połączenia. Aczkolwiek sama muszę mieć wewnętrzne przekonanie do własnych wyborów, ponieważ nie lubię ślepo powtarzać po innych. Jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym hodowcą koni skokowych jest Joris Brabander z Belgii. Udało nam się kupić dwie klacze z jego najlepszych linii żeńskich.

KO: Jakie linie żeńskie są Pani ulubionymi?

MS: Zdecydowanie te polskie, pierwsze od których zaczęliśmy. Są już „moje”, bo prowadzę je od kilku pokoleń. Są to dwie nowielickie „H” (Harfa i Hałda II), jedna posadowska „F” (Falaise) i jedna pochodząca od rzeczniańskiej folblutki „B”, u nas rozpoczęta od Bielicy xx (Vilnius - Dakota - Cross). Inne podejście mam do tych zachodnich linii. Na razie jest to korzystanie z cudzej pracy, aczkolwiek powoli rosną już kolejne pokolenia, które są już naszą myślą hodowlaną.

KO: Skąd czerpie Pani wiedzę hodowlaną?

MS: Praktycznie co roku jesteśmy na korungu w Belgii (BWP), bo jest to moja ulubiona księga i bardzo podoba mi się ich polityka hodowlana. Ponadto często jeździmy na licencje ogierów w innych krajach, a także na czempionaty hodowlane i sportowe. Bardzo cenne są rozmowy z hodowcami oraz innymi ludźmi z branży. W obecnych czasach bardzo pomocny jest internet, no i nieustanna analiza rodowodów. Jest to zajęcie, które uwielbiam.

KO: Z jakimi problemami spotyka się Pani w swoim fachu?

MS: Na co dzień z wieloma. Do najtrudniejszych należą choroby i kontuzje, ale w tym roku największym problemem jest bardzo słaby wynik w zaźrebianiu. Najprawdopodobniej wpłynęła na to nietypowa pogoda. Z tego, co się dowiedziałam, dotyczy to wielu hodowców, nie tylko w Polsce. 

KO: Jak ocenia Pani stan hodowli koni w Polsce?

MS: Polska jest bardzo małym krajem pod względem hodowli koni. Przykładowo Belgia, jest kilkukrotnie mniejsza powierzchniowo, a ma trzy księgi stadne koni półkrwi z przeznaczeniem do skoków. W każdej z tych ksiąg jest wpisanych więcej klaczy, niż u nas w całym kraju. Niemcy, Belgia, Holandia i Francja to potentaci w hodowli koni skokowych. Pomijając ilość, zachód zostawił nas w tyle również pod względem stosowania technik hodowlanych. Na dużą skalę stosowany jest tam embryo transfer, a także coraz częściej ICSI [metoda sztucznego wspomagania rozrodu, przyp.red.]. Ponadto, przy stosunkowo niewielkiej liczbie koni hodowlanych w Polsce, ciężko jest stosować różnorodne metody hodowlane. Brakuje danych o wartości użytkowej i hodowlanej linii. Linii męskich praktycznie nie ma. Hodowcy używają ogierów, które pozytywnie pokazują się w sporcie, a w większości wypadków są to przedstawiciele zachodnich ksiąg.

KO: Co wpływa na Pani decyzję o zapisie konia do danej księgi?

MS: Aktualnie zapisujemy źrebaki do pięciu różnych ksiąg, w tym do polskiej księgi SP. Wiele lat temu zdecydowaliśmy się do zapisania koni w księdze OS (Oldenburg International) ze względu na ograniczające hodowców w Polsce przepisy w tamtych czasach. Okazało się to dobrym krokiem, ponieważ przyspieszyło rozwój naszej hodowli. OS jest księgą otwartą i w większości nie ogranicza moich pomysłów na kojarzenia. Ponadto klacze z polskich linii bez problemu wpisywane są do księgi głównej, a jeśli na to zasługują, dostają premie. Co roku odbywa się u nas oficjalny przegląd źrebiąt OS, na którym 5-osobowa komisja ocenia, przyznaje premie i kwalifikuje na aukcje przychówek z danego roku. Do księgi SP wróciliśmy dwa lata temu i kilka źrebiąt rocznie zapisujemy w Polsce. W tym roku pierwszy raz zorganizowaliśmy również czempionat źrebiąt SP. W hodowli koni skokowych nie ma granic, a zamknięte księgi mają problem z ograniczoną pulą genów. Linie skokowe można bardzo fajnie łączyć, nie ma znaczenia skąd pochodzą. To jeden typ konia, hodowany w jednym konkretnym celu.

KO: Skąd wzięła się nazwa Red Wine? Czy chciała Pani w ten sposób „obrandować” konie wyhodowane w Żelichowie?

MS: Długi czas myślałam nad nazwą dla naszej hodowli. Zawsze podobało mi się dodawanie przydomków hodowlanych do nazw koni, tak jak stosują to Francuzi i Belgowie. Od razu wiadomo, kto jest hodowcą danego konia. U koni sportowych wymienia się zawodnika i właściciela, hodowca jest z reguły pomijany. Pozostaje nam tylko satysfakcja z wykonanej pracy. Nazwa Red Wine wpadła mi do głowy któregoś wieczora, gdy piłam mój ulubiony trunek. W tej chwili najstarsze konie z nazwą naszej hodowli mają 5 lat, jedyny 6-latek z przydomkiem to Verso.

Rozmawiała Karina Olszewska.

Zdjęcia Asia Bręklewicz.

Zachęcamy także do przeczytania pierwszej części rozmowy z Małgorzatą Siergiej, w której więcej o powstaniu Hodowlin Koni Red Wine i o historiach związanych z Inferno, Casquellem czy NC Verso Red Wine. Link TUTAJ.


W tym tygodniu

  • CSI5*W Stuttgart GER
    14-18.11.18
           
  • CSI4* Rouen FRA
    15-18.11.18
           
  • CSI2* Besiekierz Rudny POL
    15-18.11.18
           
  • HZO2* Leszno POL
    16-18.11.18
           

Ranking PZJ (31.10.2018)

1. Jarosław Skrzyczyński 4350
2. Wojciech Wojcianiec 2974
3. Krzysztof Ludwiczak 2737
4. Michał Kaźmierczak 2002
5. Adam Grzegorzewski 1681
6. Kamil Grzelczyk 1686
7. Maksymilian Wechta 1681
8. Jan Bobik 1641
9. Andrzej Opłatek 1088
10. Mściwoj Kiecoń 823
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI

 61 Jarosław Skrzyczyński 1645
138 Wojciech Wojcianiec 1150
172 Krzysztof Ludwiczak 1005
  Stan na 31.10.2018  
Uruchomiono zadanie harmonogramu
Nie masz jeszcze konta? Zarejstruj się!

Zaloguj się