Logo tylkoskoki

Tomasz Olszsewski Cavlaida Warszawa 2019 

Tomasz Olszewski, nie tylko dla fachowców, był objawieniem sezony halowego 2018/19. Zdobył srebro HPP i z powodzeniem startował w konkursach zaliczanych do LR i LEC PŚ. Opowiada nam o tym: jak to było w tym sezonie, jak pasję do koni zawdzięcza swoim rodzicom, o swoich trenerach, swoich koniach, swoich studiach i innych ciekawych rzeczach.

 

Karina Olszewska: Sezon halowy był dla Ciebie przełomowy - starty w międzynarodowych Grand Prix zaliczanych do Pucharu Świata w Lesznie i w Warszawie, a na zakończenie srebrny medal Halowego Pucharu Polski w kategorii seniorów. Czy te osiągnięcia to 100% wykonanie założonego wcześniej planu startowego?

Tomasz Olszewski: Zdecydowanie. W tym roku celem na sezon halowy był Puchar Polski. Nie nastawiałem się na konkretny wynik, a po prostu chciałem jak najwięcej pojeździć te zawody i parkury. Wiedziałem, że ciężko będzie zrobić dobry wynik z jednym koniem, a na dodatek nie jestem też doświadczonym zawodnikiem. Między eliminacjami, w listopadzie pojechałem na CSI2* w Lesznie. Po pierwszych dwóch dniach startów czułem, że Camako jest w dobrej formie, więc zadzwoniłem do Grzegorza (Psiuka, przyp.red.) czy mógłbym pojechać Grand Prix. Parkur miał stać 140-160, nie było wielu zawodników, więc wiedziałem, że  tor nie może być bardzo trudny. Grzechu chwilę się zastanawiał i powiedział, żebym spróbował. Tak naprawdę dopiero po tym konkursie uwierzyłem, że Camako może skakać bez problemu tak wysokie przeszkody. Przejechaliśmy z dwoma zrzutkami i byłem z niego bardzo zadowolony. To był nasz pierwszy taki wysoki start. Podobnie było na Cavaliadzie w Warszawie. Przez dwa dni Camako skakał super i zadzwoniłem do trenera, czy jedziemy Speed&Music, czy Grand Prix. Grzechu był sceptyczny, ale powiedział, że jeśli się czuję, to mam spróbować. Bardzo mi zależało, żeby wystartować w tym konkursie i chyba przez to nie odczuwałem żadnego stresu, a jedynie mobilizację. Złożyło się idealnie, ponieważ jechałem jako pierwszy. Zawsze tak wolę, jeśli jadę daną wysokość po raz pierwszy. Wiem z doświadczenia, że im dłużej siedzę i obserwuję przejazdy innych, tym bardziej zaczynam wymyślać, zmieniać i generalnie do głowy przychodzą mi głupie pomysły. Dobrze znam mojego konia i tego się trzymam. To był najtrudniejszy parkur, jaki jechaliśmy w życiu i pokonaliśmy go z trzema błędami. Myślę, że to właśnie te dwa starty dały nam dużo pewności siebie przed finałem HPP.

KO: Mając porównanie do międzynarodowych konkursów, jak oceniasz rywalizację w finale Halowego Pucharu Polski?

 TO: Zacznę od tego, że dwa tygodnie przed finałem Camako złapał grzyba od innego konia i musiał dostać zastrzyk. Bardzo źle go zniósł, nie chciał jeść i schudł. Wiedzieliśmy, że tan lek jest dość obciążający, i do tego on zniósł go wyjątkowo słabo. W poniedziałek po tygodniu stania wsiadłem, we wtorek poskakałem, a już w środę jechałem do Leszna. Byłem bardzo niepewny. Pierwszego dnia startów bardzo walczył, ale czułem, że jest jeszcze osłabiony. Drugiego dnia było już lepiej, a w sobotę, jak wsiadłem na płasko, to wiedziałem, że już wraca do siebie. W niedzielę byliśmy już pewni siebie i walczyliśmy do samego końca. Zaprezentowaliśmy równą formę i mieliśmy po jednej zrzutce. Srebrny medal Halowego Pucharu Polski to zdecydowanie moje największe osiągnięcie.

HPP Podium Olszewski

KO: Jak sam podsumowałeś ten sukces: „nie udało się w juniorach ani w młodych jeźdźcach, ale mamy pierwszy medal w Halowym Pucharze Polski Seniorów”. Jak wspominasz swoje jeździeckie początki?

TO: Kiedy byłem w drugiej klasie podstawówki, moja mama chciała nauczyć się jazdy konnej i wymogła na całej rodzinie, żebyśmy zaczęli jeździć razem z nią. Na początku tego nie lubiłem, ponieważ zwyczajnie się bałem. Lata mijały, rodzice przestali mieć czas na jazdy, moja siostra miała problemy ze zdrowiem, a ja z braku laku kontynuowałem naukę. Rodzice chcieli, żebym uprawiał jakiś sport, a do stajni miałem tylko 3 km, więc tak wyszło, że dalej jeździłem. Wszystko się zmieniło, jak trafiłem do Daniela Zielińskiego, który był moim idolem. Wsadzał mnie na różne konie, ustawiał wysokie przeszkody ze wskazówkami. Wszystko skakałem, bo bałem się mu odmówić czy powiedzieć, że z czymś nie dam rady. Dzięki niemu otworzyłem się na jazdę konną i zaczęło mi się to podobać. W stajni poznałem wielu sympatyczych ludzi i tak moje życie zaczęło się kręcić wokół koni. Startowałem w juniorach młodszych, a następnie w juniorach. Mój koń dawał sobie świetnie radę i tam dobre przejazdy wystarczały, żeby być wyżej w klasyfikacji. Otarłem się nawet o półfinał. W młodych jeźdźcach był niższy poziom rywalizacji, dzięki czemu nawet udało mi się zająć czwarte miejsce, lecz nigdy nie stanąłem na podium. Koniem, który wprowadził mnie w pierwsze konkursy Grand Prix, była Carmen. Na niej też zaczynałem jeździć klasy 145 cm. Nie była zbyt dokładna, ale zawsze chciała być po drugiej stronie i emanowała wręcz pewnością siebie. Dla mnie był to kapitalny koń, dzięki któremu mogłem objeździć się z takimi konkursami. Jak dostałem Camako, to nie musiałem się tego uczyć, tylko mogłem skupić się na tym, by jak najlepiej się zgrać i go przygotować.

KO: Jakim koniem jest Camako’s Boy JW? Czy trudno Wam było odnaleźć wspólny język?

TO: Kupiliśmy Camako, jak miał 7 lat i chodził konkursy do 130 cm. Już wtedy wiedziałem, że biorę dobrego konia, jednak nie miałem pojęcia, gdzie będzie jego górna granica. Pamiętam, że jak próbowałem go w Belgii, to był bardzo grzeczny, a jak przyjechał do nas, to okazało się, że jest trudny, pobudliwy, elektryczny, ale też bardzo delikatny. Do dzisiaj nie wiem, co się w tej Belgii stało (śmiech). Z treningów schodziłem z powyciąganymi rękami i nie czułem nóg. Bardzo dużo czasu nam zajęło, żeby się zgrać. Najwięcej pracy wkładaliśmy w to, żeby jego pobudliwość przełożyć w stronę waleczności i żeby go trochę uspokoić. Najwięcej zawdzięczam tu mojemu trenerowi, Grzegorzowi, bez którego nic by się nie udało. Przez to, że był trudny, to nie do końca odczuwałem jego możliwości skokowe. Pamiętam, że jak zacząłem jeździć 135 cm, to się przestraszyłem, że nie czuję od niego zapasu mocy na więcej. Dopiero w 2017 roku zaczęliśmy jeździć konkursy 140 cm i w maju wygraliśmy nasze pierwsze Grand Prix w Olszy. Potem bardzo długo jeździłem konkursy 140-145 cm, ponieważ miałem wrażenie, że Camako nie jest gotowy na więcej. Jest delikatny i łatwo go zrazić. Dopiero po trzech latach pracy czułem, że jesteśmy zgrani i gotowi, żeby pojechać więcej. Stopniowo szliśmy w górę, aż pojechaliśmy konkursy 155 cm i 160 cm i jak się okazało, świetnie sobie daje z nimi radę. Widzę po nim, że daje z siebie zdecydowanie więcej, kiedy dostaje wyzwanie do wykonania. Bardzo mnie to cieszy, bo widzę, że będziemy mogli się razem rozwijać. Dopiero zaczynamy jeździć te konkursy i moim marzeniem jest, by nie jeździć ich treningowo, a walczyć o wygraną.

Tomasz Olszewski Camakos HPP Leszno 

KO: Nie tylko jeździsz konno i startujesz w zawodach, ale też nadal studiujesz. Udaje Ci się znajdywać na wszystko czas?

TO: Nigdy nie miałem problemów z nauką i zawsze sobie dobrze radziłem, także łączenie wyjazdów na zawody i studiów nie sprawia mi większych kłopotów. Jestem na czwartym roku ekonomii na uniwersytecie w Toruniu. Szukałem studiów związanych z czymś ścisłym i stwierdziłem, że ekonomia to uniwersalne rozwiązanie dla kogoś, kto jeszcze nie do końca ma pomysł na siebie. W studiowaniu i startowaniu w zawodach bardzo pomaga mi mój opiekun z Akademickiego Związku Sportowego, który pomaga mi usprawiedliwiać nieobecności czy załatwia wcześniejsze terminy egzaminów, także myślę, że dzięki niemu to wszystko tak dobrze wygląda i w tym roku, w ramach podziękowania za jego pomoc, będę musiał wystartować w Akademickich Mistrzostwach Polski.

KO: Gdzie trenujesz na co dzień i jakie masz konie w swojej stawce?

TO: Mamy własne gospodarstwo, a w nim 5 koni, które należą do mnie lub do taty, 7 w pensjonacie i 8 do rekreacji. Oprócz Camako, startuję w konkursach 140 cm na klaczy Luna, a także mam młode konie. Jeden 6-latek, który przyszedł do mnie w styczniu praktycznie surowy, ma za sobą pierwsze starty w L-kach i zapowiada się naprawdę dobrze. Od 6 lat trenuję z Grzegorzem Psiukiem. Treningi zaczynaliśmy regularnie raz w tygodniu, jednak po tylu latach już wiem, jak pracować z końmi, a przez ciągłe wyjazdy na zawody nie zawsze uda nam się zgrać. W przypadku jakiegoś problemu lub trudnego przypadku, Grzegorz zawsze znajdzie czas, żeby przyjechać, pomóc, wsiąść. Bardzo sobie cenię naszą współpracę. Wiele się od niego nauczyłem, również jeśli chodzi o podejście do jeździectwa. Wcześniej nie mogłem się z wieloma rzeczami pogodzić. Chciałem mieć od razu wyniki, jeździć wysokie konkursy. Gdyby nie on, to nadal jeździłbym sfrustrowany. Jak byłem w juniorach, to w moim roczniku była Zuza Gowin, Krzysiu Okła, którzy już wtedy jeździli na wysokim poziomie, a ja ciągle od nich odstawałem. Bardzo chciałem móc z nimi rywalizować, ale to się nie udawało. Oni dostawali kolejne konie, a ja próbowałem wyciągać jak najwięcej z jednego konia. Teraz jestem zadowolony z tego, jaką drogę przebyłem. Odpuściłem sobie już wpychanie koni w wysokie konkursy, nie mam już takiego parcia. Wolę sobie z Luną jeździć konkursy 140 cm i robić wyniki, ponieważ jest waleczna i szybka, niż z gorszym rezultatem jeździć wyższe klasy.

Tomasz Olszewski Luna P

KO: Jakie masz teraz plany na sezon otwarty? Czy będziesz chciał wystartować w mistrzostwach Polski seniorów?

TO: Camako ma teraz przerwę, a następnie w planach jest Baltica Tour i Silesia Equestrian. Jeśli się uda, to bardzo chciałbym wystartować w mistrzostwach Polski. Uważam, że to najtrudniejsze zawody, ponieważ musisz prezentować dobrą formę przez trzy dni, parkury są wysokie, a konkurencja bardzo mocna. Staram się nie nastawiać na konkretne wyniki, a bardziej podchodzić do jeździectwa na chłodno. Jest koń - są wyniki. Raz udało mi się zabłysnąć na Halowym Pucharze Polski i bardzo mnie to cieszy, jednak podchodzę do tego z rezerwą. Chciałbym mieć więcej koni na wysokie konkursy, jednak czasowo jest to na razie dla mnie nie do zrobienia. Mam niestety z tyłu głowy, że jak coś się stanie Camako, to wypadam z gry. Patrząc na profesjonalnych zawodników zastanawiam się, czy rzeczywiście chcę, aby tak wyglądało moje życie. Obecnie jestem bardzo usatysfakcjonowany i pozbyłem się presji, że ma być wynik, ma być wysoko. Chciałbym od jeździectwa o wiele więcej, ale na spokojnie.

Fot. Asia Bręklewicz i Katarzyna Primel


W tym tygodniu

  • CSI5* GCT Madryt EST
    16-18 05 2019
           
  • CSIO5* La Baule FRA
    16-19 05 2019
           
  • CSIO3* Drammen NOR
    16-18 05 2019
           
  • ZO2* PLJ Michałowice POL
    17-19 05 2019
           
  • CSI2*W Darquziai LTU
    9-12.05.2019
           
  • ZO1* Warnik POL
    17-19 05 2019
           

Ranking PZJ (30.04.2019)

1. Jarosław Skrzyczyński 4858
2. Wojciech Wojcianiec 2978
3. Krzesztof Ludwiczak 2714
4. Adam Grzegorzewski 1899
5. Michał Kaźmierczak 1761
6. Jan Bobik 1725
7. Kamil Grzelczyk 1548
8. Maksymilian Wechta 1453
9. Andrzej Opłatek 1066
10. Grzegorz Kubiak 881
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (30.04.2019)

 54 Jarosław Skrzyczyński 1720
162 Wojciech Wojcianiec 1055
174 Krzysztof Ludwiczak 1010