Logo tylkoskoki

DSC07897

O różnicach w sporcie jeździeckim w Polsce i za granicą, o swoich podstawowych koniach i planach na sezon oraz o swojej sportowej karierze i pracy w końskim biznesie. Wywiad z nowym członkiem kadry narodowej - Przemysławem Konopackim. 

TylkoSkoki: Jak zaczęła się Twoja przygoda z jeździectwem?

Przemysław Konopacki: Pierwszy kontakt z końmi miałem w wieku sześciu lat, mój tata kupił wtedy kilka koni i razem z bratem zaczęliśmy jeździć. W tamtym okresie w Polsce nie było jeszcze konkursów dla kuców, a startować można było od 12 roku życia. Także na pierwsze zawody musiałem jeszcze kilka dobrych lat poczekać. Pierwsze moje starty były w klubie Picador Wrocław, gdzie jeździłem jeden sezon. Później Pan Marek Skrzypczyk zobaczył mnie gdzieś na zawodach i porozmawiał z moim tatą, żebyśmy przenieśli się do WKS Śląsk Wrocław. Przez następne lata, już do końca pobytu w Polsce, startowałem w barwach tego klubu.

TS: Jak przebiegała Twoja sportowa kariera w kraju?

PK: Jeżeli chodzi o większe sukcesy, to pięciokrotnie zdobywałem tytuł mistrza Dolnego Śląska w kategoriach juniorów młodszych i juniorów. Było też parę zwycięstw w krajowych Grand Prix na poziomie 140 cm, jeszcze jako 15-sto, 16-letni junior. Wygrywałem dużo konkursów 130 cm, wtedy system wyglądał zupełnie inaczej niż teraz, było znacznie mniej zawodów, na których można było pojechać konkurs 140 cm lub wyżej. Większość imprez regionalnych czy ogólnopolskich kończyło się na poziomie 130 cm. Miałem wtedy dwa konie – Grajcara i Liturgię, na których wygrywałem dużo konkursów właśnie do poziomu 130.

TS: Jak dalej potoczyła się Twoja droga za granicą?  

PK: Kiedy granice zostały otwarte i wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, wyjechałem do Irlandii. Tam zaczęliśmy od pracy w jednej ze stajni przy treningu młodych koni. To robiłem przez pierwszy rok. Po tym czasie zdecydowaliśmy się otworzyć z żoną własną stajnię, także zajmującą się treningiem młodych wierzchowców. Pobyt w Irlandii trwał 9 lat. To był czas zdobywania doświadczenia i cennych kontaktów. Irlandczycy są świetnymi koniarzami i wiele można było się od nich nauczyć. Jeździliśmy głównie konie do siódmego roku życia, a później były one sprzedawane, także nie startowałem w tamtym czasie wyżej niż 140 cm. Było jednak dużo sukcesów. Najważniejszą imprezą dla młodych koni w Irlandii są zawody w Dublinie – to pięciogwiazdkowe CSIO, przy którym odbywają się bardzo ważne konkursy krajowe dla młodych koni. To święto hodowlane i sportowe. Bardzo ciężko się tam dostać, kwalifikacje są niełatwe, a mi udawało się je wygrywać i zajmować później w Dublinie wysokie miejsca. Wszystko szło bardzo dobrze, ale po dziewięciu latach zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Holandii. To dlatego, że jeżeli chodzi o klientów i sprzedaż koni, jest tu dużo łatwiej. Więcej się dzieje. W Irlandii nasz biznes bardzo pomału szedł naprzód. Kiedy przeprowadziliśmy się tutaj wszystko nabrało rozpędu.

TS: Jak wyglądało to w Holandii?

PK: Zaczęliśmy kompletnie od zera. Do Holandii przeprowadziliśmy się nie znając nikogo, miałem zapisany jeden numer telefonu. Jednak czułem, że musimy tutaj być. Przeprowadziliśmy się w ciemno. Na początku mieliśmy jednego konia. Dzięki handlowi i sprzedaży udawało się nam dochodzić do coraz to lepszych, wyższej klasy koni. W Polsce miałem bardzo dobry kontakt, dzięki któremu dostarczane były do nas konie, które mogliśmy sprzedawać dalej w Holandii, do teraz współpracujemy z Janem Żmójdzinem z Premium Sport Horses. Szukają dla nas koni, które przywozimy do Holandii, podnosimy ich poziom sportowy i sprzedajemy. Kiedy zaczynaliśmy pracę w Holandii siedem lat temu była dużo większa dysproporcja w cenach koni między Polską a zachodem. Teraz to się wyrównuje. Jeżeli przedstawiamy dobre wyniki, dochody i idzie się do przodu, łatwiej jest zdobyć inwestorów do współpracy. System, w którym pracujemy teraz wygląda następująco: mamy kilku inwestorów, z którymi z reguły kupujemy konie „na pół”. To konie wysokiej klasy, które trenujemy tutaj, a kupujemy je z zamiarem sprzedaży. W Holandii są wspaniałe warunki, duża ilość zawodów w bliskiej odległości. W obrębie 50-100 kilometrów znajdujemy wszystko co potrzeba do treningu koni. Wszystko posuwa się do przodu przez sprzedaż.

TS: Jak w tym momencie wygląda Twoja praca z końmi?

PK: Wynajmujemy część dużego ośrodka jeździeckiego z bardzo dobrymi warunkami. Mamy aktualnie w treningu około dwunastu koni. Mamy też konie w innych krajach, w Belgii czy w Polsce, które startują pod innymi jeźdźcami. Czasem jest tak, że koń lepiej pokaże się pod amazonką, zamiast pode mną. Współpracujemy z różnymi zawodnikami. Głównym celem oczywiście jest sport, ale nauczyliśmy się, że sprzedaż daje nam największe możliwości na pójście do przodu. Czasem wydaje się, że szkoda jest sprzedawać konia, którego moglibyśmy jeszcze dłużej „potrzymać”, ale tak naprawdę tym, co pozwoliło nam się rozwinąć jest handel. Wtedy otwierają się kolejne drzwi. Z reguły zysk jest wtedy pomnożony. Inwestor może pozwolić sobie na zakup kolejnych koni, jeżeli widzi, że nasz biznes działa i przynosi dochody. Nie boimy się sprzedawać dobrych koni, bo wiemy, że jesteśmy w stanie znaleźć kolejne.

TS: Jakie są w tym momencie Twoje podstawowe konie, w szczególności te, z którymi zostałeś powołany do kadry narodowej?

PK: Moim podstawowym koniem jest w tym momencie Duke [w Polsce jeździł na nim Beniamin Tomaszewski – przyp. red.], którego mamy od roku. Jest to koń specyficzny do jazdy, nie dla każdego. Ma jednak wielkie serce i dużą potęgę. Pół roku minęło, zanim zaczęliśmy się zgrywać. Do tej pory się „docieramy”, z tak specyficznym koniem zajmuje to dłużej. Na pewno ma wielki potencjał, plasował się już w konkursach na poziomie 155 cm. Myślę, że w sezonie otwartym będzie miał też dobre wyniki w 160 cm. Kolejnym koniem kadrowym jest Vasco [znany w Polsce ze startów pod Bartoszem Czaprańskim – przyp. red.], jego także kupiliśmy w Polsce. Mimo tego, że ma dziewięć lat, ma doświadczenie siedmiolatka. Dopiero wprowadzamy go w konkursy 140 cm. Ma olbrzymi potencjał i bardzo dużą potęgę skoku. To trochę „ulepszony” Duke. Ma takie same możliwości skokowe, ale jest bardziej konwencjonalny i przyjemny do jazdy. Trzecim koniem, który zaczyna starty w wyższych konkursach, jest Volo’s Diamond. Mamy go od niecałych dwóch lat. Współpracujemy też ze stajnią Double H w Ameryce, mamy konie, które są od nas kupowane, ale powierzane nam w trening do momentu, kiedy mają około ośmiu lat.

TS: Jak oceniłbyś różnice w sporcie jeździeckim przebywając na co dzień za granicą w porównaniu do sytuacji w Polsce?

PK: Tu, w Holandii, rządzi biznes. Jest bardzo mały odsetek stajni, które funkcjonują w oparciu o zamożnego sponsora, który inwestuje w konie dla przyjemności czy hobby. Tutaj wszystko musi się „kręcić”. Polska oczywiście robi niesamowite postępy w jeździectwie i uważam, że w przeciągu następnych lat będziemy dorównywać poziomem krajom z czołówki. My, Polacy, mamy konie we krwi. Dużo wcześniej byliśmy lepszymi koniarzami niż Holendrzy czy Belgowie, 50 czy 100 lat temu. Oni tego wszystkiego nauczyli się przez ostatnie 30 lat. Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy ich dogonić. W Holandii jednak wszystko jest bardziej profesjonalne i podporządkowane biznesowi sprzedaży koni. W Polsce stajnie mają inne źródło dochodów, a jeździectwo traktują bardziej jak drogie hobby. Im więcej Polacy będą mieli kontaktu z zachodnią czołówką, tym szybciej będzie następował progres. To już się dzieje. Ostatnie 2-3 lata przyniosły niesamowitą różnicę, Polacy przyjeżdżają tutaj na zawody bardzo często. Jestem pewny, że to przyspieszy postęp w polskim jeździectwie.

TS: Czy myślisz o powrocie do Polski?

PK: Nigdy nie mówię nigdy, ale raczej nie. W tym momencie na pewno tego nie planujemy. Nie jesteśmy pewni, czy zawsze będziemy w Holandii, ale raczej zostaniemy w tej części Europy. Jest tutaj dużo łatwiej. Jak mówiłem, postęp w Polsce jest ogromny, ale ten proces potrwa jeszcze przynajmniej kilkanaście lat.

TS: Jakie są Twoje plany na ten sezon?

PK: Plany z powodu obecnej sytuacji szybko się zmieniają. Pierwszy start kadrowy był zaplanowany na początek przyszłego miesiąca w Lanaken. Te zawody zostały odwołane. Mam jednak nadzieję, że wszystko niedługo wróci do normy. Oczywiście zawody kadrowe w moim kalendarzu są priorytetowe. Zdaję sobie sprawę z tego, że to dla mnie duża szansa na promocję. Do tych startów będziemy się przygotowywać najbardziej. Występy w reprezentacji mają to do siebie, że oprócz Pucharów Narodów można się też pokazać indywidualnie w konkursach Grand Prix. Starty w zawodach kadrowych, wyznaczonych przez trenera, to nasz priorytet i główne punkty sezonu. Z koniem Duke, jeżeli będziemy kontynuować dobrą formę, bardzo chętnie wystartowałbym w Pucharze Narodów w polskich barwach.

TS: Jak określiłbyś jeździectwo w Polsce na tle tego, co dzieje się za granicą?

PK: Myślę, że mimo tego, że w Polsce praktycznie każdy jeździ z trenerem, widać różnicę, jeżeli obserwuje się umiejętności i wiedzę zawodników tutaj – nawet juniorów. Tu młodym jeźdźcom mocno wpajane są podstawy, których nie można pominąć i które umożliwiają im później rozwinięcie kariery na poziomie seniorskim w dużych konkursach. W Polsce jest niesamowita ilość utalentowanych jeźdźców, ale czasem nie mają szansy na rozwinięcie się w pełni, ponieważ ten etap wiedzy podstawowej jest pominięty. Ja jako siedemnastoletni chłopak wygrywałem w Polsce konkursy Grand Prix, a kiedy wyjechałem do Irlandii, musiałem się właściwie nauczyć jeździć od nowa. Oprócz tego, że ktoś umie jeździć, najważniejsza jest wiedza techniczna – pewne elementy, które są niezbędne na najwyższym poziomie sportu. Tam nie da już się braku tej wiedzy zatuszować. Powtórzę, że im więcej polscy jeźdźcy będą mieli kontaktu z czołówką zza granicy, tym szybciej nastąpi progres. A ten progres jest nieunikniony.

TS: Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w najbliższych startach.

 

Rozmawiała Zuzanna Ostańska.

Fot. Asia Bręklewicz


W tym tygodniu

Ranking PZJ (29.02.2020)

1. Wojciech Wojcianiec 3423
2. Andrzej Opłatek  2893
3. Krzysztof Ludwiczak 2780
4. Jarosław Skrzyczyński 2573
5. Maksymilian Wechta 2011
6. Jan Bobik 1868
7. Kamil Grzelczyk 1502
8. Grzegorz Kubiak 1406
9. Michał Kaźmierczak 1207
10. Adam Grzegorzewski 836
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI (29.02.2020)

124 Wojciech Wojcianiec 1250
154 Andrzej Opłatek 1140
194 Krzysztof Ludwiczak 965