Logo tylkoskoki

053

Felieton Tomasza Bagniewskiego z radami dla poczatkujących hodowców koni skokowych.

Po przedłużającej się zimie przyszła ciepła wiosna, a wraz z nią myśli hodowców jak co roku powróciły do tematu – czym pokryć moją, twoją, naszą klacz. Na temat ten napisano już wiele tekstów, a nawet szczegółowych, naukowych rozważań. Poglądy tych którzy uważają, że zagadnienie to można rozwiązać poprzez matematyczne wyliczenia, zderzają się tymi którzy twierdzą, że nic nie zastąpi intuicji i doświadczenia hodowcy. I każdy z nich do pewnego stopnia będzie miał rację. Są jednak żelazne warunki bez których nie warto rozpoczynać rozważań na ten temat.

002

Zawody CSI3*W w Warszawie będące finałem Cavaliady Tour oraz finałem Ligi Europy Centralnej Pucharu Świata zakończyły się pełnym sukcesem zarówno sportowym - polskich skoczków jak i organizacyjnym - Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Grand Prix

Przed gospodarzem toru konkursu kończącego Ligę Europy Centralnej zawsze stoi trudne zdanie: z jednej strony konieczność ustawienia przeszkód o wysokościach zgodnych z przepisami finału LEC (150—155 cm), z drugiej obsada która nie jest tak liczna i tak mocna jak na przykład podczas grudniowej Cavaliady w Poznaniu.  Oczywiście nie można powiedzieć, że w Warszawie nie było dobrych jeźdźców. Była cała czołówka LEC, w tym wszyscy najlepsi Polacy. Jak zawsze skład uzupełniali dobrzy Holendrzy (w tym roku była to ósma zawodniczka IO 2018 - Angelique Hoorn oraz Lennard De Boer) oraz kilku innych zawodników z zachodu Europy. Ponieważ w tym samym czasie odbywały się zawody w Braunschweigu, to na starcie w tym roku niestety zabrakło Niemców.

Trzeba przyznać że w tym razem Marco Hesse z Niemiec wraz z polskim asystentami znalazł idealnie rozwiązanie i zaproponował parkur, który z jednej strony był wysoki i dość wymagający technicznie, z drugiej, przy doskonałej formie wielu par, pozwolił na płynne pokonywanie trasy. Wszystkie przeszkody wymagające dużej siły (szerokie oksery, potrójny szereg) poprzedzone były głębokimi najazdami, a w trudniejszych technicznie momentach ustawione były wymiarowe stacjonaty. W efekcie podczas przejazdu podstawowego widać było, że aby pokonać dobrze ten parkur, jeździec i koń muszą wykazać się sporymi umiejętnościami. Jednak mimo to do rozgrywki awansowało aż 11 par. To gwarantowało, zarówno publiczności wypełniającej po brzegi trybuny hali jak i widzom przed telewizorami, emocje na najwyższym poziomie.

wojcianiec dekoracja

Dla Wojciecha Wojciańca ostatnie miesiące są prawdziwym przełomem w karierze i spełnieniem marzeń. Wraz z ogierem Naccord Melloni osiągają kolejne sukcesy, zajmując czołowe lokaty konkursów zaliczanych do światowego rankingu i międzynarodowych Grand Prix. Ostatnio zaprezentował świetną formę podczas CSI3* Cavailada w Warszawie, gdzie wywalczył drugie miejsce w Grand Prix 155 cm zaliczanym do Pucharu Świata, a kilka dni wcześniej wygrał konkurs dużej rundy. W styczniu 2018 roku, po raz pierwszy w swojej karierze, Wojciech wraz z Naccord Melloni wygrał międzynarodowe Grand Prix. Było to podczas CSI2* w Neustadt Dosse.

Autor: Karina Olszewska

"Aż do tego weekendu w ogóle nie znałem Wojciecha – tym lepiej znam go teraz. Trzeba teraz na nich uważać – i na konia, i na jeźdźca" powiedział dla portalu st-georg.de o polskiej parze znany niemiecki jeździec Mario Stevens -  "I koń, i jeździec byli dziś nie do pobicia." Podobnego zdania był też Denis Nielsen: „Zwycięzca był dziś klasą w sobie, nikt nie mógł mu zagrozić.“

DSC05241

Czwartek, godzina 8 rano. Rozpoczyna się pierwszy konkurs Cavaliady w Lublinie. Startuje w nim prawie 100 par. Z decydującą przewagą wygrywa reprezentantka Polski, 24-letnia Julia Cieślar, która dosiada wałacha Bingo. Jednak to nie wszystko. Amazonka każdego kolejnego dnia zgarnia następne statuetki, również ze swoim podstawowym koniem Poetin. Kiedy już myśli, że lepiej być nie może, zostaje najlepszą amazonką, a właściwie Venus, która wygrywa z Marsem. Co ciekawe, dokonuje tego na koniu swojego narzeczonego, który wcześniej startował w konkursach na poziomie L. Dla Julii jazda i treningi na Bingo były przyjemnością i tak, najpierw zaczęli razem wygrywać konkursy P, aż doszli do poziomu 130 cm. - Binguś ma wielkie serce. Nie wiążę z nim przyszłości, bo wiem, że to jego maksymalny pułap, jednak jeżdżenie na nim sprawia mi ogromną frajdę i jest to idealny konik na tego typu konkursy. On się tym bawi, a doping publiczności go mobilizuje.

Autor: Karina Olszewska

Tydzień wcześniej, Julia rozpoczęła sezon w Michałowicach, gdzie Bingo po raz pierwszy pokonał parkur 130 cm bezbłędnie. Jednak jak sama mówi, nie spodziewała się, że Cavaliada w Lublinie będzie dla niej tak szczęśliwa i uda się jej wygrać prawie wszystkie konkursy, w których startowała. Szczególnie, że jest to dopiero początek sezonu. Jednak przy takich rezultatach można sądzić, że najlepsze jeszcze przed Julią.

28059023 958325644324197 783127158930788188 n

Podczas tegorocznej Cavaliady w Lublinie Polacy w konkursach zaliczanych do światowego rankingu zgarnęli większość z możliwych do zdobycia punktów, a w konkursach widowiskowych rozgrzali lubelską publiczność do czerwoności. Podsumowanie CSI2* oraz innych zmagań w ramach drugiego etapu Cavaliady Tour 2017/18.

Konkursy zaliczane do światowego rankingu i Cavaliady Tour

Te zdominowane były przez polskich jeźdźców. Oczywiście, można powiedzieć, że to oni przeważali na listach startowych, a konkurencja zagranicznych rywali nie była tak duża jak w Poznaniu czy w Warszawie. Jednak cieszy fakt, że nasi zawodnicy zajęli wszystkie czołowe lokaty, a sklasyfikowani dalej w rankingach: Niemcy, Litwini, Rosjanie, jedna Holenderka czy zawsze mocny Ales Opatrny (CZE) przekonali się, że w rywalizacji z polską czołówką na łatwe punkty nie można liczyć. 

Przed gospodarzem toru (a w tej roli debiutował Arkadiusz Weckwert) stało trudne zadanie. Listy startowe konkursów LR były bardzo długie i były na nich zarówno pary debiutujące w dużych rundach na CSI2*, jak i takie objeżdżone już na poziomie CSI5* (Ales Opatrny i Fakir, Jarosław Skrzyczyński i Silver Shine).

19029607 1436952933056779 3633820442517208533 n

Kaja Koczurowska-Wawrzkiewicz, prezes zarządu Hipodromu Sopot i przewodnicząca komitetu organizacyjnego zawodów CSIO5* w Sopocie, najbardziej prestiżowych zawodów w skokach przez przeszkody w Polsce zdradza nam, jakie wyzwania czekają organizatorów w tym roku, jak ogromną rolę odgrywa miasto Sopot i co wiąże się z pierwszą dywizją Pucharu Narodów, która po raz pierwszy odbędzie się w Polsce.

Autor: Karina Olszewska

TylkoSkoki: Rok 2017 był dla Was jubileuszowy. Dwudzieste Oficjalne Międzynarodowe Zawody w Skokach odbyły się w Sopocie. Jak z perspektywy czasu ocenia Pani rozwój tego wydarzenia?

Kaja Koczurowska-Wawrzkiewicz: Dla mnie to ciekawa perspektywa, bowiem w CSIO uczestniczyłam już jako mała dziewczynka nosząc flo do dekoracji. Na to wydarzenie czekało się przez cały rok. Było to spełnienie marzeń, móc pooglądać najlepszych zawodników świata. Potem impreza wyprowadziła się z Sopotu. Najpierw na dwa lata do Warszawy, a później do Poznania. Wszyscy marzyliśmy o powrocie CSIO. Hipodrom przez kilka lat organizował międzynarodowe zawody CSI w randze trzech gwiazdek. Były one bardzo sprawnie przeprowadzane, a zawodnicy przypominali sobie, jak fajnym miejscem jest nasze miasto. Ku naszej wielkiej radości, CSIO powróciło do Sopotu w 2009 roku. Cztery lata temu z szalonym pomysłem wyszedł prezydent Sopotu Jacek Karnowski, który zapytał się nas, jaka jest najwyższa ranga zawodów w skokach przez przeszkody. Kiedy usłyszał, że pięć gwiazdek, to zdecydował, aby właśnie takie zawody w Sopocie zorganizować. To był ogromny przełom.

TS: Czym charakteryzują się zawody CSIO? Czym różnią się od zwykłych CSI, jeśli chodzi o organizację i przygotowania?

KKW: Rożnic jest kilka. Pierwsza, że są to jedyne zawody z rywalizacją drużynową, czyli najważniejszym konkursem z punktu widzenia FEI - Pucharem Narodów. Drugą różnicą jest wymóg międzynarodowej transmisji telewizyjnej.

marek skrzypczyk

- Wyjazd na zawody był kiedyś nie lada wyzwaniem. Nie było przecież koniowozów i transport odbywał się pociągiem. Braliśmy konie ze stajni i szliśmy na stację kolejową. Ładowaliśmy je do wagonu towarowego. W każdym mieściło się do ośmiu koni. Czekaliśmy aż włączą skład i wyruszaliśmy w podróż, która często trwała nawet pięć dni, zależy, gdzie były zawody. Jechaliśmy całą grupą, oczywiście razem z końmi. Spaliśmy na sianie, pod kocami. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce, często mieliśmy do pokonania jeszcze kilka kilometrów, dlatego wskakiwaliśmy na konie i jechaliśmy na miejsce. Po zawodach, powrót do domu trwał kolejne cztery dni. Nie było to więc takie proste. W tej chwili ładujemy konia do koniowozu albo do samolotu i zaraz możemy być na drugim końcu Europy - wspomina Marek Skrzypczyk.

Autor: Karina Olszewska

Marek Skrzypczyk urodził się w 1944 roku. Swoją przygodę z jeździectwem rozpoczął w wieku 16 lat, w Stadzie Ogierów w Bogusławicach. Kilka lat później zdobył srebrny medal mistrzostw Polski w ujeżdżeniu na koniu Herszt. Andrzej Osadziński, dyrektor Stada Ogierów, powierzył Markowi strategiczne zadanie. Miał stworzyć sekcję jeździecką. - Do dyspozycji mieliśmy 180 ogierów, także było w czym wybierać. Wtedy, przy wszystkich Stadach i Stadninach tworzone były kluby i sekcje.

ZagorSopot

W 2002 roku podczas pierwszego dnia finału Pucharu Świata wszyscy mówili o jednej parze, która zadziwiła wszystkich. Polak, Jacek Zagor, dosiadając Elfa, wygrał konkurs szybkości będący pierwszym półfinałem.️ Żadnemu z naszych nie udało się jeszcze powtórzyć takiego sukcesu. Trzykrotny złoty medalista mistrzostw Polski seniorów, uczestnik wielu najważniejszych jeździeckich imprez. O tym czym się teraz zajmuje, co jest dla niego ważne w pracy z końmi, jakie ma marzenia i ambicje, a także o rodzinnej firmie ZAGORKA, rozmawiamy z Jackiem Zagorem.

Wiele podróżował, mieszkał w Poznaniu i w Warszawie, jednak ostatecznie zdecydował się na powrót do korzeni. Obecnie mieszka w Kwidzynie, a z końmi stacjonuje na Terenach Rekreacyjno-Wypoczynkowych Miłosna. Właśnie tam, jego ojciec Józef Zagor, olimpijczyk z Moskwy w konkurencji ujeżdżenia, przez wiele lat był dyrektorem Państwowego Stada Ogierów, a Jacek zaczynał swoją przygodę z jeździectwem. Jak mówi, jest to bardzo dobre miejsce do treningu koni, oferujące wysoki standard. - Obok domu mamy swoją małą stajnię na cztery konie. Chcielibyśmy w przyszłości ją rozbudować, by mieć własny ośrodek.

Amelia Moscicka

W wieku 12 lat przeprowadziła się z Poznania do Abu Dhabi. Po kilku miesiącach, dzięki zaangażowaniu jej mamy, dołączył do niej jej największy przyjaciel, wałach C. Teraz, mieszka i trenuje w Dubaju pod okiem członka kadry narodowej Emiratów Arabskich, Arifa Ahli i osiąga świetne rezultaty w konkursach juniorskich na międzynarodowych zawodach. Jak wygląda życie Polki w Dubaju i jak wygląda jeździectwo w Emiratach?

Autor: Karina Olszewska

W 2015 roku mama Amelii, Agata Mościcka dostała ofertę pracy w Abu Dhabi. Jest neonatologiem i zajmuje się dziećmi urodzonymi przedwcześnie. Jak sama mówi, nigdy by pracy w tak odległym kraju nie przyjęła, gdyby nie słowa 12-letniej wtedy córki: „pojadę z Tobą na koniec świata”. W Polsce Amelia zostawiła swojego konia, szkołę i treningi. - Dlatego pierwsze zarobione pieniądze przeznaczyłam na transport jej konia. Wiedziałam, jakie to dla niej ważne - mówi Agata.

Slajd1

Mimo, że nie pracują teraz wszyscy razem, Wojciech i Agata oraz ich tata Antoni Dahlke stanowią niezwykłą, jeździecką drużynę. Warto poznać ich historię i dowiedzieć się, co robią dzisiaj. Jak pokochali konie i jeździectwo, jak dzięki wspólnym zainteresowaniom i więziom rodzinnym uzupełniają się nawzajem.

Autor: Karina Olszewska

W stajni spędza praktycznie 24 godziny na dobę. Jeździ nawet do dziewięciu koni dziennie. Dom, w którym mieszka znajduje się w samym sercu ich posiadłości, a z okien w salonie widać pasące się konie na otaczających dom padokach. Tylko jeden dzień w tygodniu spędza z dala od jeździectwa, w laboratorium na Wydziale Chemii, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Agata Dahlke, bo o niej mowa, jest już na piątym roku studiów na kierunku Chemii Materiałowej. W pracy licencjackiej badała skład końskiej paszy, by dalej w magisterce zająć się całą dietą, włączając w to suplementy, siano, owies… jednym słowem wszystko, co trafia do końskiego żołądka. Jak sama przyznaje, jeden dzień poza stajnią jest dla niej miłym oderwaniem od codzienności. - Naprawdę fajnie jest przyjść i popracować w laboratorium. Po pięciu latach stanowi to ogromną część mojego życia i ciężko będzie mi się z tym miejscem i ludźmi pożegnać. Bardzo lubię swoje studia i chciałabym w przyszłości pracować jako chemik. Mam nadzieję, że uda się to jakoś pogodzić z końmi.


W tym tygodniu

  • CSI5*W Stuttgart GER
    14-18.11.18
           
  • CSI4* Rouen FRA
    15-18.11.18
           
  • CSI2* Besiekierz Rudny POL
    15-18.11.18
           
  • HZO2* Leszno POL
    16-18.11.18
           

Ranking PZJ (31.10.2018)

1. Jarosław Skrzyczyński 4350
2. Wojciech Wojcianiec 2974
3. Krzysztof Ludwiczak 2737
4. Michał Kaźmierczak 2002
5. Adam Grzegorzewski 1681
6. Kamil Grzelczyk 1686
7. Maksymilian Wechta 1681
8. Jan Bobik 1641
9. Andrzej Opłatek 1088
10. Mściwoj Kiecoń 823
  CAŁY RANKING  

Polacy w rankingu FEI

 61 Jarosław Skrzyczyński 1645
138 Wojciech Wojcianiec 1150
172 Krzysztof Ludwiczak 1005
  Stan na 31.10.2018  
Uruchomiono zadanie harmonogramu
Nie masz jeszcze konta? Zarejstruj się!

Zaloguj się